Z trwającego od dwóch tygodni audytu przeprowadzonego w komendzie głównej policji wynika, że dziennikarzy badających sprawę podsłuchiwania ministrów rządu PO podczas spotkań w warszawskich restauracjach, inwigilowały aż dwie grupy policjantów. - Jedna złożona z funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji, Biura Spraw Wewnętrznych i Biura Spraw Kryminalnych, druga tylko z policjantów Biura Spraw Wewnętrznych - mówił komendant główny policji Zbigniew Maj. Przyznał przy tym, że nie wyklucza karania policjantów. - Jeżeli będę miał jakieś dowody potwierdzające że któryś z moich obecnych policjantów lub funkcjonariuszy na emeryturze popełnił przestępstwo lub przekroczył uprawnienia, to będę wnioskował o ściganie - zaznaczył.

 

Podsłuchy, restauracje i kelnerzy

 

We wrześniu 2015 r. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga sformułowała akt oskarżenia ws. tzw. afery taśmowej, który objął cztery osoby: biznesmena Marka Falentę, jego współpracownika Krzysztofa Rybkę oraz kelnerów z dwóch warszawskich restauracji: Sowa i Przyjaciele oraz Amber Room - Łukasza N. i Konrada L. Według prokuratury, motywy ich działania były biznesowo-finansowe.

 

Śledztwo trwało 15 miesięcy i dotyczyło podsłuchiwania od lipca 2013 r. kilkudziesięciu osób z kręgu polityki, biznesu oraz byłych i obecnych funkcjonariuszy publicznych. Falenta, według śledczych, miał zlecić wykonanie nagrań dwóm pracownikom restauracji - Łukaszowi N. i Konradowi L. Za takie przestępstwo grozi im i współpracującemu z nimi Rybce do dwóch lat więzienia. Falenta nie przyznaje się do zarzutów.

 

W tzw. aferze taśmowej nagrani zostali m.in. ważni politycy Platformy: Radosław Sikorski,  Jacek Rostowski,  Sławomir Nowak, Bartosz Arłukowicz, Bartłomiej Sienkiewicz.

 

polsatnews.pl/PAP