- Wszystko zależy od tego, kto kieruje prokuraturą. Czy człowiek z twardym charakterem i odpowiednimi talentami, który potrafi bronić prokuraturę przed wpływami politycznymi, czy nie - powiedział w Nowym Dniu z Polsat News były premier Włodzimierz Cimoszewicz.

 

Zdaniem byłego premiera obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro takiej gwarancji nie daje. - Przecież mamy doświadczenia z lat 2005 - 2007. Gdyby nie kunktatorstwo polityków Platformy, to pan Ziobro w ostatnich miesiącach poprzedniej kadencji Sejmu stanąłby przed Trybunałem Stanu za nadużycia władzy. Nigdy mu nie zapomnę sprawy Barbary Blidy. Nie wytłumaczył się z tego - powiedział Cimoszewicz w rozmowie z Bartoszem Kurkiem.

 

Areszt wydobywczy, by znaleźć dowody

 

Zdaniem byłego ministra sprawiedliwości, przejęcie przez PiS zwierzchnictwa nad prokuraturami będzie okazją do zaatakowania Platformy.

 

- Pewne sygnały już są. Przypomina się sprawy, do których trzeba wrócić. Na przykład do politycznych oskarżeń w sprawie afery Amber Gold, a przecież tam są już oskarżeni. Znanymi sposobami, np. aresztu wydobywczego, będzie się szukało dowodów na to, że jakimś politykom można postawić zarzuty w tej sprawie. Gdyby to byli ludzie honoru, uczciwi, to nie miałbym zarzutów, bo wszystko trzeba wyjaśniać, ale oni tacy nie są - powiedział Cimoszewicz.  

 

Sprawa Polski w Komisji Europejskiej

 

Bartosz Kurek pytał byłego premiera również o ocenę dzisiejszej dyskusji w Komisji Europejskiej na temat ostatnich wydarzeń w Polsce. Cimoszewicz nie spodziewa się po niej "żadnych zwracających uwagę konkluzji". Przypomniał jednak, że pierwszy raz się zdarza, by Polską zajmowano się w takim kontekście.

 

- Mam nadzieję, że polski rząd nie będzie rozmawiał np. z KE w takich kategoriach, w jakich rozmawia w kraju, że krytykują ci, którzy tracą jakieś interesy w Polsce. To kompletne nieporozumienie. Przecież reakcja w zasadniczym stopniu wynika z zaniepokojenia naruszaniem podstawowych zasad i wartości państw demokratycznych - powiedział.

 

Rosną koszty obsługi długu Polski

 

Zdaniem byłego premiera Polsce nie grożą kary i sankcje, lecz utrata wiarygodności, dobrej opinii.

 

- Proszę sobie sprawdzić, co się dzieje z obsługą naszego zadłużenia, z jego kosztami. Wedle mojej wiedzy reakcja zagranicznych inwestorów już jest. Nasz dług już w tej chwili staje się większym ciężarem, jego obsługa na dłuższą metę jest bardziej kosztowna, bo inwestorzy wybierają inne możliwości ulokowania swoich pieniędzy - argumentował.