Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym "Gazety Poznańskiej". Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy. Do tej pory nie odnaleziono jego ciała. Zdaniem prokuratury Gawronik "chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy, dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary, stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”.

 

Były senator rozbije akt oskarżenia

 

Były senator odpowiada przed sądem z wolnej stopy. We wtorek powtórzył, że nie przyznaje się do winy, odmówił odpowiedzi na pytania. Wygłosił jedynie krótkie oświadczenie, oraz odniósł się do zebranego przez prokuraturę materiału dowodowego. - Nie mam nic wspólnego z zaginięciem Jarosława Ziętary. W żaden inny sposób nie mogę odnosić się do zdarzeń opisanych w akcie oskarżenia. One nigdy nie miały miejsca. To, że w dniu dzisiejszym znajduję się na ławie oskarżonych w związku ze sprawą podżegania do zabójstwa jest kompletnym absurdem - powiedział i zapowiedial , że będzie "po kolei rozbijał akt oskarżenia".

 

Reprezentujący byłego senatora adwokat Krzysztof Urbańczak podkreślił po rozprawie, że Aleksander Gawronik nie miał motywu, aby podżegać do zabicia dziennikarza. Podkreślił, że w zebranych przez prokuraturę dowodach "nie ma żadnego materiału wskazującego na to, że Jarosław Ziętara wpadł na trop jakiejś afery, w którą zamieszany byłby Aleksander Gawronik".

 

Adwokaci zrezygnowali

 

Proces miał ruszyć w grudniu, ale obrońcy oskarżonego wypowiedzieli mu pełnomocnictwo. Gawronik poprosił o obrońcę z urzędu. Akt oskarżenia przeciw byłemu senatorowi liczy 100 stron, natomiast akta - 51 tomów. W ramach śledztwa prowadzonego przez krakowską prokuraturę apelacyjną przesłuchanych zostało 200 świadków, w tym pracownicy służb specjalnych, bo śledztwem objęty był także wątek próby zatrudnienia Ziętary w służbach. Sporządzono ponadto szereg opinii z zakresu m.in. daktyloskopii, genetyki i balistyki.

 

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że dziennikarz został uprowadzony i zamordowany. Śledztwo dwukrotnie umarzano, bo nie udało się odnaleźć ciała. Na początku roku prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie śmierci Ziętary, bo świadkowie zmienili zeznania i okazało się, że nie ma podstaw, aby oskarżać dwóch pracowników firmy ochroniarskiej, którzy według pierwotnej wersji mieli zabić dziennikarza i ukryć jego ciało.

 

W środę ciąg dalszy procesu. Podczas jutrzejszej rozprawy świadkowe mają zacząć składać zeznania.

 

PAP, Polsat News