Orędzie prezydenta USA o stanie państwa jest corocznym rytuałem, ale też wynikającym z amerykańskiej konstytucji obowiązkiem głowy państwa. Prezydent USA zwykle wygłasza je pod koniec stycznia, ale administracja uznała, że z uwagi na rozpoczynające się 1 lutego prawybory prezydenckie, które mogłyby przyćmić mowę prezydenta, lepiej zorganizować wystąpienie już teraz.

 

Doradcy Obamy zapowiedzieli, że ostatnie orędzie prezydenta ma mieć nieco inny charakter niż te wygłaszane w poprzednich latach, bo będzie ono skierowane bardziej do Amerykanów niż do kongresmenów. Obama nie będzie wyliczał propozycji legislacyjnych, które chciałby zgłosić Kongresowi, bo jest świadomy, że w roku wyborczym w jeszcze mniejszym stopniu niż dotychczas może liczyć na współpracę z kontrolowanym przez republikańską opozycję parlamentem.

 

Zamiast tego - jak mówił w niedzielę szef gabinetu Obamy, Denis McDonough - Obama przedstawi "szerszy obraz" sytuacji USA. Zapowiedział, że będzie on kontrastował z negatywną wizją "smutku i zniechęcenia" prezentowaną przez republikańskich kandydatów w wyborach prezydenckich. - Prezydent przedstawi obraz kraju, który idzie naprzód i jest skoncentrowany na przyszłości, nie boi się jej - powiedział.

 

Orędzie elementem kampanii wyborczej Demokratów

 

Jak komentuje "New York Times", Obama, choć sam nie kandyduje w wyborach, chce wykorzystać mowę transmitowaną w porze największej oglądalności przez czołowe stacje telewizyjne, by zabrać głos w debacie wyborczej i powiedzieć Amerykanom, jaki powinien być program kolejnego prezydenta USA. Mowa - dodaje "NYT" - to kluczowy moment dla kończącego drugą kadencję prezydenta - daje mu okazję, by poprawić słabe notowania w sondażach i wpłynąć na to, jak oceniana będzie jego prezydentura.

 

Jak wynika z sondaży, nie tylko opozycja, ale i Amerykanie nie podzielają optymistycznego obrazu sytuacji USA. Aż 68 proc. oceniło w grudniu, że kraj idzie w złym kierunku. Najwięcej krytyki Obama zbiera za politykę zagraniczną, a zwłaszcza nieskuteczną walkę z dżihadystyczną organizacją Państwo Islamskie. Republikanie zarzucają też Obamie, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest coraz gorsza, a prezydent wzmacnia wrogów Ameryki, np. Iran, podczas gdy sojusznicy czują się pozostawieni sami sobie.

 

PAP