Był to jeden z trzech ośmiotysięczników (oprócz Mount Everestu i Lhotse) zdobytych zimą przez Wielickiego, który jako piąty na świecie wszedł na wszystkie 14 szczytów o wysokości powyżej 8000 metrów. Zdobywca Korony Himalajów i Karakorum Jerzy Kukuczka zginął na południowej ścianie Lhotse 24 października 1989 roku

 

Śmierć kolegi przyćmiła sukces

 

- Zupełnie zapomniałem, że to już 30 lat. Dla mnie był to ośmiotysięcznik szczególny, dlatego że jedyny zdobyty z Jurkiem Kukuczką. Szczególny także dlatego, że sukces został przyćmiony śmiercią w obozie III naszego kolegi, partnera górskiego Jurka - Andrzeja Czoka na obrzęk płuc - przypomniał Krzysztof Wielicki. - Był w zespole z Przemkiem Piaseckim, mieli po nas wspinać się na wierzchołek, gdyż we czwórkę dotarliśmy do obozu czwartego na 7700 metrach. Bardzo to przeżyliśmy wszyscy, ale szczególnie Jurek - powiedział Wielicki.

 

Wybitny himalaista powiedział, że osiągnięcie szczytu nie nastręczyło mu zbyt wielu kłopotów, mimo panujacego wówczas silnego mrozu - temperatura wynosiła minus 40 stopni.

 

Dobra aklimatyzacja, za małe buty

 

- Stosunkowo łatwo nam poszło. Mieliśmy dobrą aklimatyzację z Jurkiem, bo wcześniej wspinaliśmy się na Lhotse i dotarliśmy do 8000 m. Wstrzeliliśmy się też w okno pogodowe, bo do żadnych prognoz pogody - tak jak jest teraz - wówczas nie mieliśmy dostępu. Pamiętam, że mróz minus 40 stopni Celsjusza oraz moje zbyt małe buty, kupione gdzieś okazyjnie od Francuzów, spowodowały, że w ataku szczytowym straciłem czucie w nogach. Musiałem usiąść na wykopanej platformie powyżej 8000 m, zdjąć zewnętrzne buty i przez pół godziny walić czekanem w drugie buty, aby w nogach wróciło krążenie - powiedział Wielicki.

 

- Masyw leży w najbardziej oddalonej na wschód, mało uczęszczanej części. To był wówczas, dziewiczy region, taki stary, prawdziwy Nepal, bez hoteli, ludzi. Teraz trochę się to zmieniło - stwierdził Krzysztof Wielicki.

 

Wanda została w lodach Kanczendzongi

 

Na Kanczendzondze, której nazwa oznacza w języku tybetańskim "Pięć Skarbnic Wielkiego Śniegu", zaginęła w maju 1992 roku jedna z najwybitniejszych himalaistek świata Wanda Rutkiewicz.

 

Polacy odegrali jednak znaczącą rolę w historii podboju Kanczendzongi. W 1978 roku Eugeniusz Chrobak i Wojciech Wróż jako pierwsi stanęli na wierzchołku Południowej Kanczendzongi (8494 m), a Wojciech Brański, Zygmunt Andrzej Heinrich i Kazimierz Olech na Środkowej (8482 m). Na szczyt główny, oprócz Wielickiego i Kukuczki, wspięli się spośród naszych rodaków tylko Piotr Pustelnik 15 maja 2001 roku (20. w historii zdobywca Korony Himalajów i Karakorum) oraz Kinga Baranowska - 18 maja 2009 roku. Jest ona pierwszą polską himalaistką na tej górze i czwartą na świecie kobietą, której udało się wejść i zejść z Kanczendzongi.