"Gazeta Wyborcza" informuje, że  Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu w piątek rozpoczęli likwidację placówki operacyjnej w Sopocie, przy kamienicy gdzie znajduje się rodzinne mieszkanie Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej. Usunięte zostały kamery monitoringu umieszczone m.in. na pobliskim placu zabaw. Zdjęto także okablowanie z budynku, w którym znajdowało się mieszkanie wynajmowane przez funkcjonariuszy BOR w czasie, kiedy Tusk był premierem. Wtedy z lokum mieszczącego się po przeciwnej stronie ulicy prowadzono obserwację mającą zapewnić ochronę członkom rodziny byłego premiera.

 

Do tej pory zarówno mieszkanie rodziny Donalda Tuska, jak i cała kamienica były pod całodobową obserwacją służb rządowych. Teraz ochronę BOR szef Rady Europejskiej będzie miał tylko wówczas, gdy będzie przebywać w Polsce.

 

Oburzenia takim stanem rzeczy nie kryje prezydent Sopotu. - Jestem przekonany, że była to decyzja konsultowana politycznie, która jest zresztą niemądra, mściwa i małostkowa - stwierdza Jacek Karnowski.

 

Krytykuje także samo usunięcie kamer monitoringu, co jego zdaniem będzie miało przełożenie na pogorszenie bezpieczeństwa mieszkańców całej kamienicy. - Ostatnio zrobiliśmy listę placów zabaw, które muszą zostać objęte monitoringiem. Plac przy ul. Syrokomli został wykluczony właśnie dlatego, że znajdowały się tam kamery BOR. Nikt nie poinformował nas, że będą usuwane. Skoro tak się stało, my jako miasto założymy własne. W piątek wieczorem wysłałem też do Biura Ochrony Rządu list z prośbą o rozpatrzenie przekazania bądź odsprzedaży kamer - mówi prezydent Sopotu.

 

gazeta.pl