Mecz był wyrównany i prowadzony w szybkim tempie. Rywale dotrzymywali kroku Polakom do 11. minuty. Niemal na każde trafienie biało-czerwonych, którzy długo musieli kombinować i sporo się napracować, aby znaleźć się w dogodnej pozycji rzutowej, Brazylijczycy bardzo szybko odpowiadali golem. Dopiero od stanu 5:5 podopieczni niemieckiego szkoleniowca Michaela Bieglera uzyskali większą przewagę po trzech bramkach z rzędu.

 

Selekcjoner sporo rotował składem, wpuszczając na boisko niemal wszystkich zdolnych do gry zawodników. Mógł dzięki temu wypróbować różne ustawienia i przyjrzeć się formie swoich graczy. Bardzo dobrze prezentował się m.in. lewoskrzydłowy Krajewski.

 

Od 20. minuty w szeregi szczypiornistów z Ameryki Płd. wkradł się chaos - gubili piłki w ataku, popełniali proste błędy i w ciągu trzech minut ich przeciwnicy, po zdobyciu czterech kolejnych goli, prowadzili 13:7.

 

Po przerwie spotkanie ponownie się wyrównało. Polacy utrzymywali przewagę czterech-sześciu bramek, ale około 40. minuty w ich szeregi wdarło się rozprężenie i rywale odrobili nieco straty, ale nie zdołali dogonić Polaków. Spora w tym zasługa broniącego w drugiej połowie Piotra Wyszomirskiego. Jego parady wzbudzały aplauz hiszpańskiej publiczności, a prawdziwą ozdobą były interwencje w końcówce meczu. Pomogła też reprymenda trenera, który aby "obudzić" swoich zawodników poprosił o czas.

 

Cały czas zmieniający ustawienia Polacy bez specjalnego trudu pilnowali korzystnego wyniku i ostatecznie na inaugurację turnieju zwyciężyli 27:23.

 

Turniej w Irun jest ostatnim sprawdzianem biało-czerwonych przed mistrzostwami Europy, które odbędą się w Polsce w dniach 15-31 stycznia.

 

Polacy w sobotę o godz. 16:00 zagrają ze Szwecją, a na zakończenie turnieju w niedzielę o 13:00 zmierzą się z gospodarzami.

 

PAP