Obama przekonywał, że 90 proc. Amerykanów popiera taką reformę i dlatego "wybiorą przywódcę na jakiego zasługują". Podczas debaty w CNN bronił ogłoszonych przez siebie we wtorek regulacji, które maja utrudnić wejście w posiadanie broni w niepowołane ręce - przestępcom, czy osobom chorym psychicznie, poprzez zaostrzenie wymogu przeprowadzania kontroli osób kupujących broń. - Szanuję drugą poprawkę do konstytucji (gwarantującą prawo do posiadania broni) dla tych, którzy chcą posiadać broń dla własnej obrony. Ale powinniśmy trzymać broń poza zasięgiem osób, które chcą krzywdzić innych - powiedział Obama.

 

Jak mówił, obecnie "wielki odsetek" transakcji sprzedaży broni odbywa się bez odpowiednich kontroli kupujących, a "jedna na trzydzieści osób" nabywających broń w internecie to kryminalista. Przypomniał, że co roku w wyniku postrzelenia z broni w USA ginie około 30 tys. osób (w tym dwie trzecie w wyniku samobójstwa). "Niechby udało nam się tę liczbę obniżyć choćby do 28 tys., to już będzie postęp" - ocenił.

 

Zwolennicy nie chcą nawet dyskutować

 

Obama skrytykował krajowe stowarzyszenie posiadaczy broni - National Rifle Association (NRA), że wmawia ludziom, że rząd chce im odebrać broń i nie chce uznać obowiązku rządu do dbanie o bezpieczeństwo obywateli. Argumentował, że tak jak wprowadzono obowiązek pasów bezpieczeństwa czy poduszek powietrznych w samochodach, dzięki czemu liczba śmiertelnych ofiar na drogach radykalnie spadła, tak rząd powinien robić, co w jego mocy, by ograniczyć przemoc z udziałem broni palnej.

 

Prezydent USA powiedział, że wielokrotnie próbował zaprosić NRA do dyskusji o reformie prawa o broni, ale zawsze odmawiali. Ta niezwykle wpływowa organizacja od lat lobbuje w Kongresie przeciwko wszelkim regulacjom zmierzającym do ograniczenia prawa do posiadania niektórych typów broni czy wprowadzenia powszechnego obowiązku kontrolowania osób kupujących broń. Kongres, pod wpływem NRA, zablokował też wprowadzenie nowoczesnych technicznych rozwiązań, które uniemożliwiłyby użycie broni przez inną osobę niż właściciel, co zdaniem ekspertów mogłoby też ograniczyć nieszczęśliwe wypadki z użyciem broni przez dzieci.

 

Broń można kupić na wiejskim bazarze

 

Po latach bezskutecznych apeli do Kongresu o reformę prawa o broni, Obama ogłosił w tym tygodniu zmiany w tym zakresie w ramach uprawnień prezydenckich, niewymagających zgody parlamentarzystów. Najbardziej znacząca ma na celu usunięcie luki prawnej, która umożliwia kupowanie broni na wiejskich targach bez obowiązku poddawania się jakiejkolwiek kontroli.

 

Zgodnie z zapowiedziami Obamy, wszystkie osoby "zaangażowane w działalność biznesową" polegający na sprzedaży broni palnej będą musiały uzyskać specjalną licencję oraz przeprowadzać kontrole osób kupujących broń. W przeciwnym wypadku grozić im będzie kara pozbawienia wolności do pięciu lat lub grzywny w wysokości do 250 tys. dolarów.

 

300 mln szt. broni w amerykańskich domach

 

Obama przyznał, że jego działania nie wyeliminują masowych strzelanin, ale są "krokiem naprzód, by ograniczyć przemoc z użyciem broni". Niemniej sceptycy oceniają, że w rękach Amerykanów jest już ponad 300 mln sztuk broni, więc nawet zaostrzenie prawa do jej posiadania nie zmieni radykalnie sytuacji. Tylko w ciągu ostatnich czterech lat w USA więcej osób poniosło śmierć w wyniku postrzelenia z broni palnej (włączając w to samobójstwa i nieszczęśliwe wypadki) niż w wojnach w Korei, Wietnamie, Afganistanie i Iraku razem wziętych.

 

PAP