"Nawet pani kanclerz naraz stawia kilka poważnych pytań, których znaczenie wybiega poza granice Kolonii, w rodzaju: czy w częściach grup imigrantów panuje pogarda dla kobiet?" - napisał komentator. Mueller nawiązuje w ten sposób do czwartkowej wypowiedzi Angeli Merkel na konferencji prasowej w Berlinie.

 

"Czy trzeba było rzeczywiście czekać do fatalnych masowych zajść w sylwestra, żeby domyślić się, że wizerunek kobiety w krajach, z których przybywają do nas setki tysięcy uchodźców, jest nieco inny niż nasz?" - napisał komentator.

 

"Politycy nagle zauważyli, że deportacje to skuteczny instrument"

 

Autor zauważa, że kanclerz Angela Merkel, która domaga się obecnie "jednoznacznego sygnału" pod adresem sprawców napaści na kobiety, na długo przed Bożym Narodzeniem, wysłała inny sygnał, który brzmiał: "otwórzcie drzwi i bramy".

 

"Politycy, którzy są odpowiedzialni za to, że deportacje cudzoziemców, którzy weszli w kolizję z prawem, przez dziesiątki lat prawie nie były wykonywane, dochodzą teraz nagle do wniosku, że jest to skuteczny instrument" - zaznaczył Mueller.

 

"Kto oszukuje ten wylatuje"

 

Jego zdaniem do opuszczenia Niemiec powinni zostać zmuszeni nie tylko przestępcy. Jak zaznacza, wielu imigrantom trudność sprawia "zwykłe przestrzeganie prawa", które jest przecież wyrazem "tutejszej kultury wolności i równouprawnienia".

 

- Nagłe domaganie się surowych kar jest tanią próbą odwrócenia uwagi od braku konsekwencji w ochronie otwartych niemieckich granic oraz wyrazem żenującej bezradności - pisze "FAZ". Niemiecki dziennikarz krytykuje pracę wymiaru sprawiedliwości, gdyż - według niego - postępowania wobec sprawców poważnych przestępstw są zbyt często umarzane.

 

- Nie wolno wpuszczać do kraju ani zezwalać na pobyt komuś, kto stanowi zagrożenie - podkreślił Mueller. Komentator przypomniał, że bawarska CSU ukuła kilka lat temu dotyczące imigrantów ekonomicznych powiedzenie "kto oszukuje, ten wylatuje". Jak podkreśla, podobna dewiza powinna obowiązywać także polityków.

 

PAP