- Szkoda, że również u prezydenta zabraknie dłuższej refleksji, konsultacji i pokazania, czego dotyczy ta ustawka medialna. W tej ustawce medialnej,  bo nie można jej nazwać ustawą, chodzi tylko i wyłącznie o zmianę władz w Telewizji Publicznej i Polskim Radiu, nic więcej – ocenił Kosiniak-Kamysz w programie "Graffiti".

 

Lider Polskiego Stronnictwa Ludowego był pytany o to, czy widzi Jacka Kurskiego na stanowisku prezesa Telewizji Polskiej. - Na pewno nie można powiedzieć o były pośle i europośle, że jest apolitycznym fachowcem.  Jest politykiem PiS i taka też będzie telewizja, to będzie TVPiS – stwierdził Władysław Kosiniak-Kamysz.

 

Jego zdaniem nowa telewizja ograniczy się do informowania o tym, "co dobrego zrobił rząd, a opozycja będzie miała dużo mniej miejsca na antenie na prezentowanie swoich racji."

 

Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o radiofonii i telewizji autorstwa PiS mandaty dotychczasowych członków zarządów i rad nadzorczych TVP oraz Polskiego Radia wygasają, a ich nowe organy będą powoływane przez ministra skarbu państwa "do czasu wprowadzenia nowej organizacji mediów narodowych". Posłowie PiS zapowiedzieli, że nowelizacja stanowi pierwszy etap reformy mediów publicznych, zmierzającej do ustanowienia systemu mediów narodowych. „Jego filarami będą instytucje niemające charakteru spółek akcyjnych, którym zapewni się stabilne źródła finansowania. Stworzenie nowego systemu organizacji i finansowania mediów narodowych wymaga kilku miesięcy intensywnych prac i będzie następnym etapem reformy” - wskazali autorzy nowelizacji.

 

"Minister spraw zagranicznych musi ważyć słowa"

 

Kosiniak-Kamysz odniósł się również do wywiadu szefa polskiej dyplomacji, Witolda Waszczykowskiego dla niemieckiego dziennika "Bild", w którym minister powiedział, że poprzedni rząd wdrażał lewicową koncepcję, "jak gdyby świat musiał zgodnie z marksistowskim wzorcem poruszać się tylko w jednym kierunku: w stronę mieszanki kultur i ras, świata rowerzystów i wegetarian, który stawia jedynie na odnawialne źródła energii i zwalcza wszystkie formy religii. To nie ma nic wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami".

 

 - Nie wszyscy, którzy obejmują stanowiska, zdają sobie sprawę z wagi swoich słów. Minister spraw zagranicznych musi ważyć słowa. Jeżeli tego nie robi, to później się dzieje dużo zamętu, nie tylko w Polsce. Słowa szefa MSZ są analizowane przez polityków na całym świecie, przez ambasadorów. To wszystko trafia do innych krajów - powiedział Kosiniak-Kamysz.