Wrak "El Faro"spoczywa na głębokości ponad 4,5 kilometra. Mimo trwających kilka tygodni poszukiwań, nie udało się odnaleźć rejestratora danych, czyli odpowiednika samolotowych czarnych skrzynek. Zawarte w nim informacje pomogłyby ustalić dokładne przyczyny tragedii. Amerykańscy śledczy rozważają jednak wznowienie podwodnych poszukiwań.

 

W samym środku huraganu

 

W swój ostatni rejs statek "El Faro" wypłynął z Jacksonville na Florydzie 29 września ubiegłego roku, mimo ostrzeżeń przed zbliżającym się huraganem "Joaquin". Masowiec miał dopłynąć do portu w San Juan w Portoryko. Straż przybrzeżna straciła łączność z kapitanem jednostki 1 października. Wcześniej załoga zgłosiła, że statek ma nieczynne silniki, 15-stopniowy przechył, jest uszkodzony i nabiera wody.

 

Remont bez wpływu na silniki

 

Według armatora, statek przed wypłynięciem przechodził remont w maszynowni, którym zajmowali się polscy specjaliści. Zdaniem ekspertów remont nie miał jednak wpływu na pracę silników. Była to najtragiczniejsza katastrofa statku płynącego pod banderą USA od ponad 30 lat.

 

 "El Faro" udało się zlokalizować miesiąc po tragedii, ale dopiero teraz opublikowano podwodne nagranie.