Sąsiedzi pana Feliksa są przerażeni jego powrotem. Obawiają się, że mężczyzna stanowi zagrożenie dla siebie i otoczenia.

 

- Przed zamknięciem w szpitalu psychiatrycznym ubzdurał sobie, że zamordowaliśmy mu żonę - opowiadała pani Elżbieta, sąsiadka Feliksa Meszki.

 

- Zaczęło się od śmierci jego żony, już wcześniej się działo, ale nie było tak źle. Groził, że nam pokaże, wytruje, załatwi. Powiedział, że wywali cały blok w powietrze, bo jemu już na niczym nie zależy. Żony nie ma, więc on też już żyć nie musi - dodała inna sąsiadka, pani Teresa.

 

Żona pana Feliksa zmarła w 1994 roku. - Leki pobierała i za dużo wzięła. Problemy były, bo na górze sąsiedzi zawsze, jak żona spała, to jakieś stuki były i na tym punkcie te leki pobierała - tłumaczył Feliks Meszka.

 

Mężczyzna odzyskał wolność 14 grudnia 2015 roku. Sąd Najwyższy uznał, że zamknięto go w szpitalu psychiatrycznym z naruszeniem przepisów, bez procesu.

 

- Sąd Najwyższy stwierdził,  że sąd rejonowy przede wszystkim powinien przeprowadzić postępowanie dowodowe, powinien rozpatrzeć sprawę na rozprawie. Sąd rejonowy nie przeprowadził postępowania dowodowego, całkowicie zawierzając ustaleniom prokuratury – poinformował adwokat Piotr Wojtaszak, pełnomocnik pana Feliksa Meszki.

 

Obejrzyj ten i inne materiały Interwencji