- To jest tempo, które pozwoli nadrabiać szybciej dystans do najzamożniejszych krajów i będzie pozytywnie oddziaływać na obywateli, których aspiracje rosną. Ludzie nie chcą długo czekać. Te aspiracje będzie można spełnić przy tempie wzrostu PKB rzędu 5-5,5 proc. - tłumaczył minister w wywiadzie, którego udzielił PAP.

 

Budżet pod kontrolą

 

Według szefa resortu finansów, nie ma zagrożenia niezrealizowania wskaźników budżetowych na 2016 rok i nowelizacja budżetu nie będzie potrzebna. - Budżet jest dobrze policzony. Nasz cel w postaci deficytu kwotowego 54,7 mld zł i deficytu sektora finansów publicznych w wysokości 2,8 proc. PKB jest utrzymany. To wskaźniki jak najbardziej do osiągnięcia. Sytuacja może nie jest komfortowa, ale dobra - wyjaśnił.

 

Minister jednocześnie podkreślił, że nowelizacja tegorocznego budżetu była niezbędna z powodu nasilających się negatywnych zjawisk dotyczących poboru podatków. - W związku z tym mieliśmy do wyboru: albo znowelizować budżet, albo wywierać presję na niewykonanie planów wydatkowych resortów. Oszacowane zostały naturalne oszczędności, które zadeklarowały same resorty. Bez wywierania presji na nie oszacowaliśmy potencjalnie większy deficyt. Jeśli on będzie niższy, to jest to dobra wiadomość. Nowelizacja budżetu daje też możliwość zdiagnozowania stanu finansów publicznych w momencie przejmowania władzy przez nowy rząd - powiedział.

 

Aukcja LTE na pieniądze dla dzieci

 

Szałamacha podkreślił, że w budżecie nie brakuje pieniędzy na program 500+. - Wszystko jest bezpiecznie policzone, pieniędzy na ten program wystarczy. Zarówno projekty nowych podatków - bankowego i od hipermarketów - jak i wpływy z aukcji LTE pozwolą nam sfinansować ten program w 2016 roku - wyjaśnił i dodał, że w kolejnych latach program ma być finansowany ze stałych źródeł dochodu, a nie jednorazowych korzyści, takich jak aukcja LTE.

 

- Rok 2016 będziemy mogli poświęcić na pracę nad powiększeniem wpływów z danin podatkowych, tak by w 2017 i 2018 roku program prorodzinny był w dużej mierze finansowany z bieżących wpływów podatkowych - stwierdził Szałamacha.

 

Za co zapłacą hipermarkety?

 

Paweł Szałamacha nie uznał także podatku od hipermarketów liczonego od kryterium powierzchniowego za najlepsze rozwiązanie. - Kryterium powierzchni sprzedaży, które miało powodować podleganie tej ustawie, nie jest kryterium szczelnym. Zaprasza do omijania prawa, stawiania ścianek, dzielenia powierzchni sprzedażowej i tworzenia sfery fikcji. Dlatego czy to będzie 250 metrów czy 500 metrów, to jest kwestia wtórna. Chciałbym odejść od tego kryterium w ogóle i oprzeć tę ustawę na innych parametrach - zapowiedział szef resortu finansów.

 

- Spotkamy się 8 stycznia z zainteresowanymi, z branżą sprzedaży detalicznej, z udziałem wicepremiera Mateusza Morawieckiego, ministra Henryka Kowalczyka, i będziemy o tym dyskutować. Nasze rozwiązania muszą być sprawdzone i szczelne, bo zapewne będą podważane i atakowane na drodze prawnej, zarówno w Polsce, jak i w instytucjach unijnych. Podobny podatek był wprowadzony na Węgrzech i został zaatakowany. Musimy zatem wziąć pod uwagę doświadczenia węgierskie i zaproponować takie rozwiązanie, które zakorzeni się w systemie podatkowym i przyniesie pieniądze do budżetu - powiedział.

 

Minister nie chciał jednak przyznać, czy rozwiązaniem byłby podatek od obrotów.

 

PAP