- Proponujemy powrót do stanu sprzed zmiany, stan bardzo dobry dla dziecka - powiedziała podczas debaty wiceminister edukacji Teresa Wargocka. Jak mówiła, chodzi o powrót do przygotowania przedszkolnego dla sześciolatków z nauką czytania, pisania, liczenia i obowiązek szkolny dla siedmiolatków.

 

- Jeśli dzieci nabywają umiejętności, świetnie się rozwijają również rodzic dziecka sześcioletniego może je wysłać do szkoły - dodała.

Wcześniej przedstawiciele senackich Komisji: Nauki, Edukacji i Sportu oraz Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej przedstawili ich stanowiska wobec nowelizacji. Obie komisje opowiedziały się za przyjęciem nowelizacji bez poprawek. Jednocześnie do stanowisk obu komisji zgłoszono wnioski mniejszości o odrzucenie noweli.

 

"Wsłuchanie się w głos rodziców"

 

Przedstawiając stanowisko większości komisji edukacji Jan Żaryn (PiS) podkreślił, że nowelizacja jest "wsłuchaniem się w głos rodziców, głos, który nie był brany pod uwagę, gdy obniżano wiek szkolny". Mówił także, że jeszcze - półtora roku po tym jak pierwsza grupa sześciolatków poszła obowiązkowo do szkoły - można wprowadzoną wtedy reformę odwrócić, z każdym kolejnym rokiem będzie to coraz trudniejsze.

 

"Cofniecie istotnego osiągnięcia"

 

Z kolei Piotr Wach (PO) przedstawiając stanowisko mniejszości ocenił, że nowelizacja "cofa istotne osiągnięcie edukacyjne", jakim jest obniżenie wieku obowiązku szkolnego. Jak mówił, wcześniejsze rozpoczynanie nauki to "nie jest odbieranie dzieci rodzinie, ani ich zawłaszczanie".


Podczas debaty wielu senatorów zarówno z PiS, jak i z PO, przywoływało przykłady własnych dzieci i wnuków, a także dzieci znajomych. Padały przykłady dzieci sześcioletnich, które bardzo dobrze poradziły sobie w szkole, jak i takich, które miały trudności.

 

"Dajmy szansę rodzicom"

 

- Dajmy szanse rodzicom, którzy chcą jak najlepiej dla swoich dzieci - przekonywał w debacie Adam Gawęda (PiS). "Jestem przekonany, że rodzice zawsze podejmują najlepszą decyzję" - podkreślił. Z kolei Żaryn zaznaczył, że są "szczególne daty w wieku człowieka, na które trzeba bardzo uważać". Według niego, takim czasem jest wiek sześciu i siedmiu lat. - Jest bardzo duża różnica między dzieckiem w wieku sześciu i siedmiu lat – powiedział

 

"To krok wstecz"

 

- Ta ustawa to krok wstecz - ocenił z kolei wicemarszałek Bogdan Borusewicz (PO). - To jest bardzo ważna ustawa. Nie będzie ją łatwo zmienić - powiedział. W jego ocenie skutki nowelizacji będą odczuwalne przez wiele lat.

 

Jadwiga Rotnicka (PO) oceniła zaś, że "problem dotyczy tego, że przez 70 lat dzieci rozpoczynały naukę w wieku 7 lat". Tymczasem jak zaznaczyła, świat idzie do przodu i dzieci obecnie inaczej rozwijają się niż w przeszłości. - Dzieci obecnie są bystrzejsze niż my byliśmy. Rozwijają się szybciej - wtórował jej Mieczysław Augustyn (PO).

 

W debacie poprawki złożyło 10 senatorów. Trafią one teraz do połączonych senackich komisji edukacji i samorządu terytorialnego, gdzie zostaną zaopiniowane. Głosowanie nad nowelizacją przeprowadzone zostanie pod koniec obecnego posiedzenia Senatu.

 

PAP