Za odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu głosowało 152 posłów - 119 z PO, 25 z Nowoczesnej i ośmiu z PSL. Przeciwko było 228 posłów - 226 z PiS i dwóch posłów niezależnych. Członkowie ruchu Kukiz'15 (30 osób) wstrzymali się od głosu.

 

Projekt został skierowany do dwóch sejmowych komisji: kultury i środków przekazu oraz skarbu państwa i energii, które zajmą się nim w środę rano.

 

W serii pytań do autorów projektu posłowie opozycji często nawiązywali do wypowiedzi szefa klubu parlamentarnego PiS Ryszarda Terleckiego, który dziennikarzom w Sejmie wyjaśnił, dlaczego - jego zdaniem - konieczne są szybkie prace nad ustawą medialną.

 

- Jeżeli media wyobrażają sobie, że będą przez najbliższe tygodnie zajmować Polaków krytykowaniem naszych zmian czy naszych projektów zmian, to trzeba to przerwać – powiedział Terlecki.
 

PO: chodzi wyłącznie o zmianę władz

 

Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO projekt PiS określiła słowami "napad" i "wielkie oszustwo".

 

- Chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby zmienić władzę - stwierdziła. Zwróciła się też do polityków PiS, mówiąc: "pod osłoną tej nocy państwo likwidujecie media publiczne i po prostu zwyczajnie wprowadzacie media państwowe, a prawdę powiedziawszy partyjne". Posłanka PO przekonywała też, że ustawa jest niezgodna z prawem Unii Europejskiej.

 

Marcin Święcicki zapytał, czym tryb powoływania władz mediów publicznych różni się od tego, jak to robiono w minionym ustroju.

 

Z kolei Małgorzata Pępek dopytywała, czy PiS planuje wprowadzenie cenzury i z jakimi środowiskami projekt ustawy był konsultowany.

 

Nowoczesna: to kadrowa ustawka

 

Krzysztof Mieszkowski (Nowoczesna) pytał PiS i premier Beatę Szydło, czy nie boją się, że za chwilę "wejdziemy prostą drogą do dyktatury". - Czy nie boicie się, że za chwilę będziecie chodzić kanałami, telewizyjnymi? - zapytał.

 

Grzegorz Furgo wskazał m.in. na brak konkursów na szefów mediów, możliwość natychmiastowego ich odwołania i brak vacatio legis.

 

- Proponowana przez PiS ustawa jest po prostu kadrową "ustawką", mającą dać pracę sprawdzonym towarzyszom - powiedział. Podkreślił, że chciałby mieć w Polsce media publiczne na wzór BBC, jednak obecnie proponuje się putinowską Russia Today.

 

PSL: nocny zamach na media

 

Andżelika Możdżanowska z PSL określiła prace nad ustawą jako "nocny zamach na media".

 

- To tylko i wyłącznie walka o stanowiska - oświadczyła. Negatywnie oceniła brak konkursów do rad nadzorczych. Zasugerowała też, że zarzuty stawiane mediom publicznym dotyczące stronniczości są chybione. Powołała się na dane, z których wynika, że dwa tygodnie przed wyborami samorządowymi w mediach najwięcej było PiS.

 

Urszula Pasławska chciała się dowiedzieć, kto po zmianach będzie nadzorował pracę dziennikarzy.

 

Kukiz’15: media wprost rządowe

 

Robert Winnicki z Kukiz'15 zaznaczył, że projekt PiS "jest brutalnie szczery, ponieważ media publiczne w Polsce zawsze były mediami rządowymi". - Ten projekt czyni media publiczne wprost mediami rządowymi. Gorsze niż teraz te media być nie mogą.

 

Zaznaczył też, że jego klub czeka na projekt wprowadzający media prawdziwie narodowe, które "będą służyć narodowi, a nie jednej partii".

 

Z kolei Elżbieta Borowska oceniła, że "polityka medialna w Polsce wymaga dzisiaj gruntownej reformy". Jej zdaniem, media publiczne milczały w ostatnich latach na temat afer rządowych. - Obecnie media służą w głównej mierze interesom klanów partyjnych, które akurat są u władzy i pełnią wręcz rolę biur PR-owskich - oświadczyła.

 

PiS: nie utożsamiają się z polską racją stanu

 

Według Elżbiety Kruk z PiS, "dziś w Polsce stanu mediów zwanych publicznymi nie można uznać za zadowalający".

 

Jak dodała, państwowe media czują się zwolnione z odpowiedzialności za dobro wspólnoty narodowej i nie utożsamiają się z polską racją stanu. - Odbudowa znaczenia mediów publicznych odbędzie się poprzez uzdrowienie struktur organizacyjnych, sposobu funkcjonowania oraz zdecydowane wzmocnienie finansowe - powiedziała.

 

Co zmieni ustawa medialna PiS

 

Projekt ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji zakłada m.in. wygaszenie mandatów dotychczasowych członków zarządów i rad nadzorczych Telewizji Polskiej i Polskiego Radia. W przypadku dwóch największych spółek, mających ogólnopolski zasięg, czyli Polskiego Radia SA i TVP SA, stanie się to w dniu wejścia w życie projektowanej ustawy. W przypadku 17 spółek radia będzie to następować stopniowo, w miarę zmian w składach ich zarządów.

 

Posłowie PiS chcą też zmienić sposób "kreowania rad nadzorczych i zarządów” spółek. Zamiast Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) członków zarządu, w tym prezesa, ma powoływać i odwoływać minister właściwy do spraw Skarbu Państwa, który odpowiada przed Sejmem, "do czasu wprowadzenia nowej organizacji mediów narodowych".

 

Projekt ogranicza też liczebność rad nadzorczych do trzech osób.

 

"Przywróci standardy zawodowe i etyczne"

 

- Projektowana ustawa stanowi pierwszy etap reformy polskich mediów publicznych, zmierzającej do ustanowienia systemu mediów narodowych -  argumentowała posłanka Bubula.

 

Kolejnym krokiem wg PiS, ma być zmiana struktury mediów - przekształcenie  ich ze spółek skarbu państwa w instytucje kierowane jednoosobowo przez dyrektorów - oraz zmiana sposobu ich finansowania przez zastąpienie abonamentu opłatą audiowizualną ponoszoną przez wszystkich podatników.

 

„Zmiany przyczynią się nie tylko do racjonalizacji i obniżenia kosztów zarządzania spółkami publicznej radiofonii i telewizji, ale także do przywrócenia w nich standardów zawodowych i etycznych, jakich wymaga realizacja misji publicznej” - głosi uzasadnienie projektu.

 

Twitter komentuje

 

 

 

 

 

 

PAP