Od małych cichych górskich kurortów w Alpach aż po dalekie południe Włoch mnożą się zakazy zabaw pirotechnicznych, o co prosiło lokalne władze kilka stowarzyszeń obrońców zwierząt tłumacząc to troską o zdrowie czworonogów. Kary za złamanie tych przepisów wahają się w całym kraju od 20 do 500 euro. Liczba miejscowości wolnych od fajerwerków wzrasta regularnie od 4 lat. Wówczas było ich około 300.

 

- Kiedy zaczynaliśmy naszą kampanię, brano nas za szaleńców, a jednak w ciągu kilku lat udało nam się coś zmienić - powiedziała dziennikowi "La Repubblica" Piera Rosati z Krajowej Ligi Obrony Psów.

 

Co roku tysiąc psów i kotów umiera ze strachu

 

Wnioskodawcy apelując do burmistrzów miast i miasteczek przytoczyli statystykę, według której co roku tysiące psów i kotów umiera ze strachu w noc sylwestrową.

 

Jak się zauważa, w wielu miastach obrońcom zwierząt udało poruszyć sumienia przedstawicieli lokalnych władz, czego wcześniej nie zdołali zrobić ci, którzy domagając się takiego zakazu wskazywali na liczne wypadki wśród ludzi, także śmiertelne, do jakich dochodzi co roku podczas odpalania petard. Przypominali, że często poważne obrażenia odnoszą dzieci.

 

Zakazu odpalania fajerwerków nie wprowadzono natomiast w Rzymie, Florencji, Palermo, a także w Neapolu, gdzie tradycyjnie nowy rok witany jest najhuczniej. W wielu miejscowościach władze nie zabroniły oficjalnie takich zabaw, ale stosują metodę perswazji i apelują o zdrowy rozsądek.

 

Niektóre miejscowości uchwaliły przepisy w trosce o bezpieczeństwo publiczne i w obawie przed pożarami. W Lombardii dodatkowym argumentem za zakazem jest w tym roku rekordowy poziom smogu, bo masowe eksplozje pirotechniczne, jak się zauważa, jeszcze tylko pogorszą i tak fatalną sytuację. Z tego powodu władze zabroniły ich w Bergamo i w Brescii. Dołączą do nich, jak się przypuszcza, także inne miasta.

 

PAP