Co najmniej 11 osób zginęło przez weekend w okolicach Dallas, gdzie wiatr osiągał prędkość do 322 km na godzinę. Tornado uderzyło w miasto Garland, zabijając osiem osób. Na obszarze metropolii Dallas zginęły natomiast trzy osoby.

 

W stanie Illinois doszło do powodzi, która zabiła trzy osoby dorosłe i dwójkę dzieci.

 

W stanie Missisipi zginęło 10 osób, a 56 zostało rannych; zniszczonych zostało tam ponad 240 domów. Synoptycy zapowiadają kolejne wichury na poniedziałek; dopuszczają możliwość wystąpienia nowych tornad. Szczególne zagrożenie występuje w hrabstwach w pobliżu miasta Houston i na południe od Jackson. Alarmy ogłoszono także w części Nowego Meksyku, Oklahomy i Kansas. Powodzie mogą natomiast wystąpić w pasie od Teksasu do Indiany.

 

W stanie Tennessee zginęło sześć osób, w tym trzy uwięzione w samochodzie, który wpadł do rzeki. Jedna osoba poniosła śmierć w stanie Arkansas;   zniszczenia odnotowano tam w kilkudziesięciu gospodarstwach domowych. Również jedna osoba zginęła w Alabamie.

 

Władze dokonują inspekcji infrastruktury i oceniają stan zniszczeń - poinformowały władze miasta Garland na północny wschód od Dallas w Teksasie.  Nawałnica objęła obszar 5 km kwadratowych, niszcząc około 600 budynków, w tym domy mieszkalne.

 

Tornada skutkiem ciepłego prądu

 

Zdaniem meteorologów do tornad i powodzi w południowych stanach przyczyniły się rekordowo wysokie temperatury na wschodzie USA. Tornada na południu USA są zjawiskiem częstym na wiosnę, ale bardzo rzadkim o tej porze roku. Z kolei na zachodzie USA szaleją rzadko występujące w tym rejonie śnieżyce i ulewy.

 

Meteorolodzy podkreślają, że te wybryki pogody to skutek nadzwyczaj silnego w tym roku zjawiska El Nino, czyli ciepłego prądu na Pacyfiku docierającego do wybrzeży Ameryki Południowej.

 

PAP