Sprawa dotyczy dwóch dziennikarzy - reportera i filmowca Marcina Mamonia oraz fotografa i operatora Tomasza Głowackiego. W połowie listopada udali się oni do Syrii, by zrealizować zdjęcia do niezależnego filmu o Państwie Islamskim. Zostali porwani przez Al-Kaidę po przekroczeniu granicy turecko-syryjskiej. Uprowadzenie było utrzymywane w tajemnicy ze względu na ich bezpieczeństwo. W niedzielę wrócili do Polski.

 

- Śledztwo dotyczy zdarzenia polegającego na porwaniu obywateli polskich poza granicami naszego kraju - powiedział PAP prok. Kosmaty. Jak wyjaśnił, postępowanie jest prowadzone w kierunku artykułu kodeksu karnego, mówiącego o bezprawnym pozbawieniu wolności obywateli polskich na okres powyżej 7 dni, za co grozi kara od roku do 10 lat.

 

W ramach śledztwa Prokuratura Apelacyjna nadzoruje także działania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. - W większości postępowanie ma charakter niejawny, dlatego prokuratura nie będzie podawała bliższych informacji o sprawie - podkreślił prok. Kosmaty.

 

Relacja dziennikarza

 

- Przyjechaliśmy do Syrii realizować pewien duży projekt dla zachodnich mediów. Niedługo po przekroczeniu granicy z Turcją zostaliśmy porwani przez syryjską Al-Kaidę i przez sześć tygodni byliśmy przetrzymywani w ciemnych piwnicach" - powiedział PAP Marcin Mamoń.

Jak wyjaśnił: "uwolnienie nastąpiło w wyniku równoległych działań polskiego rządu i diaspory czeczeńskiej na całym świecie, koordynowanych z Krakowa przez mojego przyjaciela Szamila, który w 1998 roku uwalniał piątkę Polaków z Czeczenii, oraz przez mojążonę, która znalazła się w środku tego wszystkiego".

 

- Czeczeni, którzy nas poszukiwali, natychmiast zorientowali się, że porwała nas Jabhat al Nusra, czyli syryjska Al-Kaida. Postawili przed działającym w Syrii sądem szariackim sprawę naszego porwania. Al-Kaida złamała prawo islamskie, ponieważ przyjechaliśmy na zaproszenie jednego z komendantów czeczeńskich a według prawa szariatu każdy muzułmanin powinien nam jako gościom zapewnić bezpieczeństwo i nietykalność w miejscu, gdzie się znaleźliśmy. Sąd szariacki zadecydował, że powinniśmy być wolni i Al-Kaida musiała się podporządkować temu wyrokowi - zrelacjonował dziennikarz.

 

- W wigilię Al-Kaida oświadczyła nam, że jesteśmy wolni, a w pierwszy dzień świąt zostaliśmy oddani w ręce Czeczenów, którzy wnieśli sprawę do sądu. Czeczeni z kolei przekazali nas na granicę Syrii z Turcją i dzięki kolejnym ludziom dobrej woli trafiliśmy do Turcji, a tam - do kolejnego więzienia za nielegalne przekroczenie granicy. Dzięki polskiej dyplomacji trwało to tylko dwie doby. Było to też bardzo ciekawe doświadczenie - powiedział PAP Marcin Mamoń. Podkreślił "profesjonalizm polskiego rządu, a szczególnie koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego"

 

PAP