Jak wyjaśniła służba prasowa prezydenta, "dekret wydano w celu zjednoczenia intelektualnych i duchowych sił społeczeństwa do realizacji zadań społeczno-gospodarczego rozwoju kraju, zachowania dziedzictwa historyczno-kulturowego, rozwoju tradycji ludowych, wpajania obywatelom miłości do Ojczyzny, a także poparcia twórczych inicjatyw".

 

Rządowi i władzom lokalnym polecono opracowanie planu odpowiednich przedsięwzięć, obejmujących wszystkie sfery działalności. Wymieniono m.in. kulturę produkcji i uprawy ziemi, kulturę stosunków rodzinnych.

 

Szczególną uwagę polecono zwrócić na projekty w sferze sztuki, podkreślając, że jest ona "jednym z głównych środków wpajania młodzieży patriotyzmu i szacunku dla Ojczyzny".

 

Noblistka jednak "niepatriotyczna”

 

Literacką nagrodę Nobla otrzymała w tym roku białoruska pisarka i reportażystka Swietłana Aleksijewicz. Urodziła się na Ukrainie, wychowała na Białorusi, a pisze po rosyjsku. Uhonorowano ją za "polifoniczne pisarstwo, pomnik cierpienia i odwagi w naszych czasach". Jej książki zostały przetłumaczone na 22 języki, nie ukazują się jednak w oficjalnych wydawnictwach na Białorusi.

 

Po przyznaniu nagrody prezydent Alaksandr Łukaszenka pogratulował, ale i skrytykował Swietłanę Aleksijewicz, zarzucając jej, że wylała za granicą "wiadro pomyj" na swój kraj. - Ojczyzny, swojej ziemi tak jak swoich rodziców czy matki, nie wybiera się. Jest taka, jaka jest. Dlatego jeśli mówisz coś złego o ojczyźnie, wstydzisz się jej, to jesteś przede wszystkim złym synem - mówił pod jej adresem białoruski prezydent.

 

Podczas wizyty w Berlinie noblistka nazwała system panujący na Białorusi "aksamitną dyktaturą". Podkreśliła, że choć prezydent zwolnił z więzienia część opozycjonistów, władze nadal oszukują naród i "obrabiają go ideologicznie". Dodała, że o wyniku wyborów w jej kraju decyduje - zgodnie z powiedzeniem Stalina - nie ten, kto wybiera, lecz ten, kto liczy głosy.

 

PAP, polsatnews.pl