Do demonstracji doszło w następstwie ataku przeprowadzonego w nocy z czwartku na piątek na policjantów i strażaków wezwanych do pożaru. O jego dokonanie są podejrzewani przedstawiciele społeczności arabskiej.

 

Następnego dnia kilkuset manifestantów najpierw szukało sprawców napadu, a następnie zdewastowali salę modlitw muzułmanów w Ajaccio. - Takie zachowania muszą ustać. Niszczą one wizerunek Korsyki - oświadczył prefekt Christophe Mirmand. Dodał również, że hasła jakie padały podczas manifestacji są "szokujące i można je zakwalifikować jako podżeganie do nienawiści na gruncie ksenofobii".

 

Postanowienie prefekta nie jest respektowane

 

- Prefekt Korsyki zakazał wszelkich manifestacji, ale to postanowienie nie jest respektowane. Tam dalej trwają protesty, w trakcie których wznoszono pod adresem muzułmanów takie okrzyki jak np. "Ukrzyżujemy was. Wynoście się stąd. My jesteśmy u siebie" - powiedział Grzegorz Dobiecki, dziennikarz redakcji zagranicznej Polsat News.

 

Również francuska agencja prasowa AFP poinformowała w niedzielę, że że mimo zakazu pojawiły się już liczne pogłoski o zwołaniu kolejnych zgromadzeń antyimigranckich.

 

Korsyka jest integralną częścią Francji od 1768 roku, ale cieszy się szeroką autonomią. - Niedawno odbyły się we Francji wybory regionalne. Na Korsyce wygrali je regionaliści. To jest krzyżówka nacjonalizmu francuskiego w wersji korsykańskiej, gdzie wrócił wyciszony przez ostatnie lata wątek niepodległości wyspy. Na wyspie rządzą Korsykanie co w Paryżyu przestaje się podobać - dodał Dobiecki.

 

 .

 .

 

 

 

Cała rozmowa z Grzegorzem Dobieckim:

 

 

20minutes.fr Polsat News, PAP