Do tragedii doszło 15 grudnia. Nad ranem w jednym z bloków w Rudzie Śląskiej znaleziono cztery osoby. Trzy z nich - 43-letnia kobieta i jej dwaj synowie w wieku 6 i 13 lat - nie żyły. Wszystkie ofiary miały rany zadane ostrym narzędziem. 44-letni ojciec rodziny, który też był poważnie poraniony, po reanimacji trafił do szpitala. Zdaniem prokuratury to on zabił swoich najbliższych.

 

Stan zdrowia mężczyzny na tyle się poprawił, że we wtorek możliwe było przedstawienie mu zarzutów. Nie przyznał się do winy i odmówił wyjaśnień. Przesłuchiwanie odbywało się w szpitalu, w którym wciąż przebywa.

 

Prokuratura będzie domagać się aresztowania podejrzanego. W tego typu śledztwach rutynowe jest zlecenie opinii biegłych, którzy wypowiedzą się na temat poczytalności podejrzanego.

 

Już krótko po tragedii śledczy mówili nieoficjalnie, że najbardziej prawdopodobna jest tragedia, która rozegrała się wewnątrz rodziny. Według informacji podawanych przez media, ojciec mógł mieć problemy zdrowotne. Prawdopodobnie zabił swoich bliskich, a potem próbował popełnić samobójstwo.

 

Jak nieoficjalnie przekazywali policjanci, w mieszkaniu nie było śladów włamania. Drzwi wejściowe był zamknięte od środka. Zwłoki znaleźli rodzice 44-latka, którzy często przychodzili do mieszkania syna i jego rodziny. Mieli swoje klucze.

 

PAP