Za przyjęciem ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego głosowało 404 posłów, przeciw było 19, a siedmiu wstrzymało się od głosu. Oznacza to, że za przyjęciem tej ustawy głosowała także opozycja.

 

Projekt umożliwia finansowanie z budżetu państwa likwidacji kopalń węgla kamiennego dokonywanych w latach 2016-2018, czyli do terminu, na który zgodziła się Komisja Europejska. W uzasadnieniu napisano, że ustawa przewiduje "nowe instrumenty pomocowe w związku z kopalniami, które zostaną lub zostały postawione w stan likwidacji po dniu 1 stycznia 2007 r., ale przed dniem 1 stycznia 2019 r.".

 

Ministerstwo Energii: nie zakładamy likwidacji

 

Ministerstwo Energii w swoim komunikacie zapewniło natomiast, że projekt nie zakłada likwidacji kopalń, a dotyczy m. in. przedłużenia do 1 stycznia 2019 r. możliwości nieodpłatnego zbywania do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (odpowiedzialnej za ich zamykanie) zbędnego majątku spółek węglowych. "Majątkiem, który ma być przekazywany do SRK SA, są części zakładów górniczych, które nie prowadzą już wydobycia lub takie, w których wydobycie zakończy się w najbliższym czasie ze względu na wyczerpanie zasobów" - twierdzi resort.

 

Jednak w uzasadnieniu ustawy autorstwa posłów PiS można przeczytać, że "niezbędnym stało się opracowanie i realizacja planu naprawczego, który z jednej strony zapewni szeroko rozumiane bezpieczeństwo energetyczne państwa poprzez kontynuację wydobycia węgla w sposób ekonomicznie uzasadniony, a z drugiej - wygaszenie działalności jednostek, które przynoszą największe straty, a ich dalsze funkcjonowanie jest ekonomicznie i geologicznie nieuzasadnione".

 

Według znowelizowanych przepisów państwo weźmie na siebie "koszty szkód górniczych, zadań likwidacyjnych i polikwidacyjnych wykonywanych w kopalniach, w tym zadań związanych z ochroną środowiska (rekultywacja terenu) oraz koszty związane z pracownikami (prawo do bezpłatnego węgla lub jego ekwiwalentu, renta wyrównawcza, jak również urlop górniczy i urlop dla pracowników zakładów mechanicznej przeróbki węgla, jednorazowa odprawa pieniężna). Ponadto program pomocowy przewiduje dotację przeznaczoną na pokrycie bieżących strat produkcyjnych".


Ograniczenie odpraw


Projekt zakłada też wprowadzenie zasady, że im szybciej pracownik kopalni podejmie decyzję o skorzystaniu z jednorazowej odprawy pieniężnej, tym wyższe będzie to świadczenie. Decydująca będzie tu data zbycia kopalni Spółce Restrukturyzacji Kopalń, odpowiedzialnej za ich zamykanie.


Pracownicy, którzy rozwiążą umowy o pracę w okresie 3 miesięcy od dnia zbycia kopalni otrzymają 12-krotność wynagrodzenia, ci którzy zrezygnują w 6 miesięcy 8-krotność wynagrodzenia, a ci którzy odejdą dobrowolnie po 9 miesiącach od dnia zbycia kopalni otrzymają 4-krotność wynagrodzenia.


PiS obawia się protestów górniczych


Jako źródła finansowania posłowie PiS wskazują 3 mld zł zapisane na ten cel w ustawie przyjętej w styczniu przez koalicję PO-PSL. Z tego 1 mld zł na odprawy ma pochodzić z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.


Wnioskodawcy w uzasadnieniu przyznają wprost, że "perspektywa zamknięcia kopalń oraz spadek poziomu życia będzie zarzewiem niezadowolenia społecznego prowadzącego do akcji protestacyjnych".


Ich zdaniem "nowelizacja ustawy pozwala nie tylko na dalszą restrukturyzację branży wydobywczej węgla kamiennego, ale jest również szansą na minimalizację negatywnych skutków społecznych i zdecydowanie łagodniejszego przebiegu zmian strukturalnych całego regionu w obszarze wszystkich gałęzi gospodarki".


Górnictwo na dużym minusie


Polskie górnictwo węgla kamiennego zamknęło październik 51,6 mln zł zysku - wynika z ostatnich danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu, który monitoruje wyniki branży. Wynik za pierwszych dziesięć miesięcy roku zamknął się stratą netto w wysokości 1 mld 687 mln zł.


We wrześniu strata na tonie wydobytego węgla wynosiła 19,97 zł, w sierpniu - 18,07 zł, w październiku, po raz pierwszy pojawił się zysk 0,75 zł na tonie.


W górnictwie na koniec października zatrudnionych było nieco ponad 94 tys. osób, z czego pod ziemią pracuje 71,5 tys. osób.

 

PAP