Wynik rządzącej od 2011 r. Partii Ludowej (PP) premiera Mariano Rajoya przełoży się na 123 mandaty. Partia nie będzie miała większości absolutnej, czyli 176 miejsc w 350-osobowym Kongresie Deputowanych.

 

Socjaliści z Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) zdobyli 22 proc. głosów (90 mandatów), a lewicowa, czasami nazywana populistyczną partia Podemos i jej sojusznicy - 20,6 proc. głosów (69 mandatów). Na czwartym miejscu uplasowali się liberałowie z centroprawicowej Ciudadanos z 13,9 proc. (40 mandatów), uzyskując gorszy wynik niż te prognozowane w ostatnich oficjalnych sondażach przedwyborczych.

 

Zgodnie z oczekiwaniami frekwencja wyniosła 73,2 proc. i była wyższa niż w poprzednich wyborach z 2011 roku. Wówczas do urn poszło 68,9 proc. uprawnionych do głosowania Hiszpanów.

 

"Będziemy próbowali utworzyć stabilny rząd"

 

Po północy 60-letni Rajoy ogłosił zwycięstwo swego ugrupowania i powiedział, że będzie próbował utworzyć stabilny rząd. - Hiszpania potrzebuje bezpieczeństwa, stabilności, pewności i zaufania - podkreślił, zwracając się do swych zwolenników zebranych przed siedzibą PP w Madrycie. W tym nowym okresie, który - jak przyznał - "nie będzie łatwy", "będziemy musieli rozmawiać i osiągać porozumienia" - dodał.

 

Rajoy w przemówieniu przyznał, że "ostatnie cztery lata były trudne". - Wierzyłem jednak, że kroki podejmowane przez rząd są w interesie Hiszpanii; tylko tym kierowaliśmy się podczas naszych rządów - dodał, nawiązując do działań oszczędnościowych swego gabinetu podczas kryzysu gospodarczego w kraju.

 

Przywódca Ciudadanos Albert Rivera powiedział, że rola jego partii w formowaniu rządu większościowego będzie kluczowa.

 

Koniec systemu dwupartyjnego

 

Jak komentują agencje, dobre wyniki partii debiutujących na hiszpańskiej scenie politycznej mogą oznaczać koniec tradycyjnego systemu dwupartyjnego w Hiszpanii.

 

Obie partie łącznie zdobyły w niedzielę nieco ponad 50 proc. głosów. Od 1982 roku rząd tworzyły na przemian PP lub PSOE, które w sumie zdobywały w wyborach 75-85 proc. głosów.

 

Ludowcy, skazani na koalicjanta, najprawdopodobniej będą szukali oparcia w Ciudadanos, ale nawet przy wsparciu tej nowej partii nie uzyskają większości parlamentarnej wystarczającej do powołania rządu.

 

Możliwa "koalicja przegranych"

 

Niewykluczony jest też taki scenariusz, w którym socjaliści i Podemos oraz Ciudadanos utworzą "koalicję przegranych". Kraj czeka więc zapewne wiele dni lub tygodni negocjacji, zanim powstanie nowy rząd - prognozują agencje.

 

Według eksperta z Eurasia Group Federico Santiego bardzo prawdopodobne jest utworzenie koalicji wokół socjalistów.

 

Odwrót wyborców od tradycyjnych partii

 

Uprawnionych do głosowania było 36,5 mln obywateli; wybierali oni 350 członków Kongresu Deputowanych i 208 członków Senatu (pozostałych 58 jest delegowanych przez regionalne parlamenty).

 

Zdaniem ekspertów wyborcy odwrócili się od tradycyjnych partii, chcąc ukarać je za niewystarczające działania podczas głębokiego kryzysu, jaki dotknął kraj w ostatnich latach.

 

Do 2013 roku Hiszpania była pogrążona w recesji, bezrobocie sięgało 27 proc., a co drugi młody Hiszpan nie miał pracy. Dziesiątki tysięcy ludzi traciły mieszkania i domy, nie będąc w stanie spłacać kredytów w bankach.

 

Sytuacja gospodarcza zaczęła się poprawiać dwa lata temu, dzięki unijnej pomocy wartej 41 mld euro.. Obecnie wzrost PKB wynosi ponad 3 proc., ale bezrobocie wciąż jest wysokie. W październiku jego stopa wynosiła 21,6 proc. i był to jeden z najwyższych wskaźników w UE. Według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) w 2020 roku stopa bezrobocia w Hiszpanii ukształtuje się na poziomie 16 proc.

 

PAP