Głosowanie rozpoczęło się o godz. 9 i potrwa do godz. 20. Sondaże exit polls pojawią się tuż po zamknięciu lokali wyborczych, a pierwszych częściowych wyników można spodziewać się ok. godz. 21.30.

 

- Cały proces może się jednak opóźnić, gdyż w tym roku za zliczanie głosów po raz pierwszy odpowiada nowa firma - wyjaśnia  dziennikarz i wykładowca akademicki z Gerony Kiko Llaneras.

 

Ciudadanos i Podemos wychodzą na scenę

 

Wynik niedzielnego głosowania jest trudny do przewidzenia. Media piszą, że 6-8,5 mln Hiszpanów do ostatniej chwili nie zdecydowało, na kogo odda głos. Ostatnie oficjalne sondaże, które pojawiły się w poniedziałek, dawały zwycięstwo konserwatywnej Partii Ludowej (PP) premiera Mariano Rajoya - 25-29 proc. głosów. Taki scenariusz oznaczałby, że ugrupowanie nie zdobędzie absolutnej większości 176 miejsc w parlamencie. W poprzednich wyborach z 2011 r. PP zagwarantowała sobie wygodną do rządzenia większość 186 głosów.

 

Na drugim miejscu w poniedziałkowych sondażach plasowała się Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) - 21-22 proc. Niektóre sondaże dawały jednak PSOE ponad 18 proc. poparcia, tyle samo co centroprawicowej, liberalnej partii Ciudadanos, podczas gdy antyliberalnej, lewicowej Podemos - 17,2 proc. W jednej z prognoz Podemos wyprzedzała liberałów.

 

Od 1982 r. rząd tworzyły na przemian PP lub PSOE, które łącznie zdobywały w wyborach 75-85 proc. głosów. Jednak poparcie dla socjalistów spadło z 44 proc. w 2008 r. do 28 proc. w 2011 r. Wynik poprzednich wyborów parlamentarnych był dla PSOE najgorszym od 30 lat. W tym roku grozi mu jeszcze słabszy wynik.

 

W niedzielę obie tradycyjne partie łącznie mogą zdobyć tylko ok. 50 proc. głosów. Oznaczałoby to koniec systemu dwupartyjnego w Hiszpanii, w związku z czym następny parlament może być bardziej rozdrobniony, a kraj czekałby okres niepewności związany z tworzeniem nowego rządu.

 

Według analityków wyborcy odwracają się od tradycyjnych partii, chcąc ukarać je za niewystarczające działania podczas głębokiego kryzysu, jaki dotknął kraj w ostatnich latach. Do 2013 r. Hiszpania była pogrążona w recesji, bezrobocie sięgało 27 proc., a co drugi młody Hiszpan nie miał pracy. Dziesiątki tysięcy ludzi traciły mieszkania i domy, nie będąc w stanie spłacać kredytów w bankach. Z kolei te ostatnie w 2012 r. zostały ocalone dzięki unijnej pomocy wartej 41 mld euro.

 

Polast News fot. PAP/EPA/Juan Martin