W Pentagonie, na który powołała się gazeta, trwa obecnie śledztwo mające wyjaśnić, dlaczego doszło do omyłkowego wtargnięcia w przestrzeń powietrzną, którą Pekin uważa za własną.

 

W locie uczestniczyły dwa B-52, z których jeden przybliżył się do sztucznie powiększonej chińskiej rafy "Courtly Reef" w archipelagu Spartly i przeleciał 2 mile morskie od jej brzegu.

 

Chiny roszczą sobie prawa do kluczowych rejonów i wysp na Morzu Południowochińskim, co skonfliktowało ten kraj z sąsiednimi państwami - Wietnamem, Filipinami, Malezją, Tajwanem i Brunei, które również zgłaszają pretensje do tego obszaru.

 

Wyspy są położone na obszarze bogatym w złoża ropy naftowej i gazu. Są zasobne w ryby. Przez akwen prowadzą ważne szlaki żeglugowe. Ocenia się, że wartość transportowanych nimi towarów sięga 5 bilionów dolarów rocznie.

 

W ostatnich latach Pekin rozpoczął intensywne prace przy sztucznym powiększaniu powierzchni wysp wchodzących w skład spornego archipelagu Spratly obejmującego sto małych wysp i raf, co dodatkowo zaostrzyło sytuację. USA kwestionują roszczenia Chin do tego akwenu. Stany Zjednoczone stoją na stanowisku, że prawo międzynarodowe nie zezwala na rozciąganie suwerenności państwowej na sztuczne wyspy, usypane nad podwodnymi rafami.

 

PAP