W minionym sezonie to "Czarodzieje" byli górą w meczach z Memphis Grizzlies. Tym razem jednak to gospodarze byli zdecydowanie skuteczniejsi. Trafili 56 proc. rzutów z gry, ustanawiając tym samym swój rekord sezonu oraz 10 z 15 "trójek". Dla porównania goście wykazali się tylko 43-procentową celnością rzutów za trzy punkty.


Marcin Gortat przebywał na parkiecie 26 minut (całą czwartą kwartę spędził na ławce), trafił cztery z 11 rzutów z gry (w całej karierze ma ich teraz 800 na 1180 wykonywanych), dwa z czterech wolnych i zebrał sześć piłek w obronie i trzy w ataku. Miał także dwa przechwyty, trzy straty i faul.


W zespole Wizards po raz kolejny zabrakło drugiego strzelca Bradleya Beala, który będzie pauzował jeszcze co najmniej dwa tygodnie z powodu kontuzji prawej nogi. Poniedziałkowy mecz był także najsłabszym występem czołowego snajpera waszyngtońskiej ekipy Johna Walla, który w poprzednich pięć spotkaniach zdobywał minimum 26 punktów. Tym razem udało mu się zdobyć tylko sześć punktów w pierwszej kwarcie, trafiając zaledwie dwa z 11 rzutów z gry. Na koniec dodał jeszcze tylko dziewięć asyst i cztery straty.


Nie popisał się także Otto Porter, który w poprzednim spotkaniu z Dallas Mavericks ustanowił rekord kariery zdobywając 28 punktów, a teraz zanotował tylko dwa.


Najwięcej punktów dla Wizards zdobyli rezerwowy Gary Neal – 24 oraz Jared Dudley i drugi ze zmienników Ramon Sessions – po 14.


Hiszpan był lepszy


Polski środkowy w obronie nie zapobiegł w zdobywaniu punktów przez Hiszpana Marca Gasola (zdobył dla drużyny gospodarzy najwięcej – 24 punkty), który często trafiał z półdystansu. W ataku Gortat zaczął od trzech niecelnych rzutów. Nieudaną serię miał także tuż przed przerwą, gdy najpierw został zablokowany przez Gasola, a chwilę później nie trafił spod samego kosza, gdy Hiszpan mu już nie przeszkadzał.


Trzecia kwarta także nie zaczęła się dla Polaka szczęśliwie. Mając na koncie jeden celny rzut z siedmiu wykonanych znów nie trafił spod obręczy. W tym czasie Gasol zdobył osiem kolejnych punktów i dał drużynie 22-punktowe prowadzenie (70:48).


Gościom nie udało się już zmniejszyć różnicy punktowej bardziej niż do 11 oczek, a trener Randy Wittman sprawiał wrażenie pogodzonego z porażką przez całą czwartą kwartę trzymając na parkiecie graczy rezerwowych.


"Czarodzieje" z bilansem 10 zwycięstw i 13 porażek zajmują 12. miejsce w Konfederacji Wschodniej.


W środę zakończą serię czterech wyjazdowych meczów spotkaniem z San Antonio Spurs.

 

PAP