- Wypowiedzi przewodniczącego Schulza miały na celu przekazanie obaw, jakie usłyszał od wielu grup politycznych i członków Parlamentu Europejskiego w sprawie aktualnych wydarzeń w Polsce, a szczególnie w sprawie powołania sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Słowa przewodniczącego nie były ostatecznym osądem, ale wyrazem zaniepokojenia o jedną z podstawowych zasad rządów prawa w UE, a mianowicie o zasadę demokratycznego podziału władzy - wyjaśnił Fassina.


Pod koniec tego tygodnia ma dojść do osobistej rozmowy Schulza z ambasadorem Polski przy UE Markiem Prawdą. Rzecznik Stałego Przedstawicielstwa Polski przy UE Artur Habant powiedział PAP, że takie uzgodnienia zapadły po rozmowie telefonicznej ambasadora z szefem gabinetu Schulza.


- Ewentualne dalsze działania będą zależeć od przebiegu tej rozmowy - powiedział Habant.


O to, by ambasador postarał się o spotkanie z przewodniczącym PE, zwrócił się w poniedziałek minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.


Kontrowersyjna wypowiedź szefa PE


To reakcja na wywiad, jakiego Schulz udzielił niemieckiemu radiu Deutschlandfunk. Ocenił on w nim, że wydarzenia w Polsce "mają charakter zamachu stanu" i są "dramatyczne".


Premier Beata Szydło oświadczyła, że oczekuje od Schulza przeprosin za te słowa. Z kolei szef MSZ ocenił, że słowa Schulza były "bezzasadne, nieuprawnione, a wręcz skandaliczne".


Reakcję przygotowuje też grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należą eurodeputowani PiS. Według nieoficjalnych informacji frakcja przygotowuje list do Schulza w sprawie jego wypowiedzi o Polsce.


PAP