- W sobotę widziałem na ulicach Warszawy 2,5-kilometrowy sznur ludzi w każdym wieku: dzieci, dorośli, starsze, nawet sędziwe osoby, które wyszły, by zamanifestować swoje przywiązanie do wolności. Była pani, która mówiła mi, że po raz ostatni szła z biało-czerwoną opaską na ramieniu w Powstaniu Warszawskim - mówił Mateusz Kijowski. Lider KOD podkreślał, że jego ruch chce pozostać apartyjny i skupić się budowaniu wśród obywateli wspólnoty z państwem.

 

Partii politycznej nie będzie

 

- Przez ostatnich 26 lat w ludziach narastało wiele emocji, obywatele potrzebowali możliwości wyrażenia swojego zaniepokojenia. Zapomnieliśmy, że o demokrację trzeba dbać, pielęgnować, bo ona jest z natury rzeczy bardzo delikatnym tworem, podatnym na naciski i manipulacje. Bardzo łatwo jest przejść od demokracji do dyktatury większości, a stąd już do bardzo prosta droga do dyktatury - mówił Mateusz Kijowski. Podkreślił, że nie zamierza przekształcić KOD w partię polityczną, bo woli stać na straży obywatelskości i patrzeć władzy na ręce.

 

W sobotę ulicami Warszawy przeszła manifestacja pod hasłem "Obywatele dla demokracji". Marsz zorganizowany przez Komitet Obrony Demokracji rozpoczął się przed gmachem Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie, a zakończył przed Pałacem Prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu.

 

Uczestnicy marszu "Obywatele dla demokracji", którzy tłumnie stawili się w al. Szucha przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego,  protestowali przeciwko działaniom PiS i prezydenta w sprawie nowych sędziów TK.

 

Zebranym towarzyszyły hasła: "Stop psuciu demokracji", "Niezawisłość Trybunału", "Wolny sędzia, wolna Polska, wolność, równość, demokracja" oraz "Państwo prawa, nie prezesa".  Na jednym z transparentów przypomniano słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego o tym, że zgodnie z zapisami Konstytucji RP orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą.

 

Według szacunków stołecznego Ratusza w manifestacji wzięło udział 50 tys. osób. Policja mówi o 17-20 tys. uczestników.