Ubrani na czarno zamaskowani demonstranci obrzucili policjantów kamieniami, butelkami i racami - podała agencja dpa. Służby porządkowe użyły do rozpędzenia tłumu armatek wodnych i gazu łzawiącego. Do akcji skierowano policję konną oraz śmigłowce.

 

Według policji awanturnicy uszkodzili 50 pojazdów służbowych, z których cztery nadają się tylko do złomowania.

 

Powodem zamieszek był marsz kilkuset neonazistów przez jedną z dzielnic Lipska. W demonstracji przeciwko skrajnej prawicy uczestniczył tysiąc osób. Manifestanci podpalili na pobliskich stacjach metra pomieszczenia z kablami elektrycznymi, aby zapobiec przyjazdowi neonazistów. Próbujący ugasić pożar strażacy byli atakowani. Zniszczeniu uległy przystanki autobusowe, podpalano pojemniki na śmieci.

 

Burmistrz Lipska Burkhard Jung powiedział, że jest zszokowany skalą zniszczeń dokonanych przez anarchistów. - Mamy do czynienia z jawnym terrorem na ulicach" - powiedział polityk SPD. Jak zaznaczył, "pod płaszczykiem antyfaszyzmu" ludzie stosujący przemoc atakują państwo.

 

Policja zatrzymała angażującego się w walkę ze skrajną prawicą księdza Lothara Koeniga, zarzucając mu naruszenie porządku publicznego. Koenig przemawiał na wiecu lewicowych demonstrantów. Władze zarzucają duchownemu, że w 2011 roku nawoływał do przemocy wobec policji.

 

Jak podaje "Der Spiegel", do incydentów doszło już w nocy z piątku na sobotę. Nieznani sprawcy podpalali opony samochodowe i pojemniki na śmieci, a także biura partii politycznych.

 

Dwubiegunowe miasto

 

Lipsk jest jednym z bastionów niemieckich skrajnych lewicowców i anarchistów. Od miesięcy w mieście odbywają się też regularne demonstracje przeciwników przyjmowania uchodźców. Prowadzi to do dalszej polaryzacji w mieście, które w 1989 roku było kolebką demokratycznej opozycji wschodnioniemieckiej.

 

PAP