Manifestujący nieśli biało-czerwone flagi i transparenty z hasłami, m.in. "Prezydencie, jesteśmy z tobą", "Chcemy dekomunizacji sądów i mediów publicznych", "Smoleńsk - wszystko zgodnie z procedurą. Demontaż Polski - zgodnie z polityką PO i PSL".

 

Gwiazda: stan wojenny toczył się nie tylko na ulicy

 

Do zgromadzonych przemówił m.in. Andrzej Gwiazda. Współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i NSZZ "Solidarność”, stwierdził że "spotkanie w tak wyjątkowym dniu jest niezwykle istotne, gdyż akcja komunistów sprzed 34 lat miała zdławić dążenie do wolności i niepodległości Polaków”.

 

- Ze stanu wojennego pamiętamy przecież pałki, kraty, polewaczki i gaz, ale gdy tylko kraty więzienne zatrzasnęły się szczelnie, a czołgi okopały na ulicach, toczyły się procesy, które były poza naszą świadomością. Stan wojenny toczył się nie tylko na ulicy, ale również w gabinetach. Na przykład Kodeks Pracy zmieniono tak, żeby nomenklatura mogła kraść oficjalnie – powiedział Gwiazda.

 

 

Kaczyński: wygraliśmy wybory, ale twierdzą, że nie wolno nam zmieniać prawa

 

Przed rozpoczęciem marszu głos zabrał Jarosław Kaczyński.  - To jest z jednej strony marsz pamięci o tym, co wydarzyło się przed 34 laty, pamięci o stanie wojennym, o tej walce, która wtedy była toczona o polską wolność, ale to jest także marsz dla przyszłości. To jest marsz, który ma być krokiem, jednym, ale ważnym krokiem, w tym kierunku, który obraliśmy i który uzyskał poparcie społeczeństwa - rozpoczął swe wystąpienie.

 

Podkreślił, że Solidarność była "wydarzeniem niezwykłym, jedynym w XX-wiecznych dziejach świata, była największym ruchem społecznym być może w całych dziejach". - I Solidarność była jednocześnie syntezą tego wszystkiego, co budowało przez wieki nasze zabiegi, naszą walkę o wolność, nasz republikanizm, naszą wiarę, że jesteśmy wspólnotą i razem budujemy polskie państwo, polską Rzeczpospolitą - mówił szef PiS. - To dziedzictwo jest wieczne, jest ciągle żywe - dodał.

 

Prezes PiS zaznaczył, że "dziedzictwo Solidarności zostało po 1989 roku częściowo odrzucone, gdyż byli tacy, którzy się za Solidarność wstydzili i mówili, że sztandary Solidarności należy schować, bo są już nie potrzebne”.

 

– Przeciwnie. Są bardzo potrzebne – powiedział Kaczyński. - Musimy upominać się o nasze prawa i pokazywać tych, którzy nam ich odmawiają. Dziś przecież sensem tej walki jest odrzucenie odmowy przyznania nam praw. Wygraliśmy wybory, ale twierdzą, że nie wolno nam zmieniać prawa i przebudowywać Polski. A ta przemiana jest potrzebna - stwierdził prezes PiS. – Nam chodzi o to, aby mogła decydować demokracja, a nie garstka ludzi jednej strony, nie mającej nic wspólnego z interesem wszystkich Polaków – dodał.

 

 

Marsz zakończył się pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego przy al. Szucha; następnie specjalna delegacja złożyła kwiaty pod pomnikiem marszałka Józefa Piłsudskiego przy Belwederze.

 

Według informacji stołecznej policji w marszu wzięło udział ok. 40-43 tys. osób.

 

Jeszcze przed rozpoczęciem manifestacji politycy PiS podkreślali, że ma ona być m.in. wyrazem poparcia dla rządu i prezydenta Andrzeja Dudy. - Marsz jest odpowiedzią na potrzebę wyborców, którzy czują się wręcz maltretowani przekazem medialnym, że rzekomo demokracja jest zagrożona, że zagrożony jest ład konstytucyjny w naszym państwie, tylko z tego powodu, że na 15 sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie będzie 15 ze wskazania PO  - powiedział wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński. Dodał, że marsz ma także przypominać "prawdziwych, często bezimiennych bohaterów Solidarności".

 

.

.