Obie drużyny spotkały się już po raz czwarty w tym roku. Latem w lidze lubinianie zwyciężyli u siebie 2:1, z kolei w ćwierćfinale Pucharu Polski górą był Lech, który pokonał drużynę Piotra Stokowca dwukrotnie 1:0. Kolejna odsłona poznańsko-lubińskich potyczek znów należała do "Kolejorza".

 

Wynik meczu w 16. minucie otworzył Hamalainen, który uderzeniem z półobrotu umieścił piłkę tuż przy samym słupku bramki. Było to ostatnie trafienie Fina przy Bułgarskiej. Tuż przed spotkaniem napastnik został oficjalnie pożegnany. Od władz Lecha dostał pamiątkową ramkę ze swoim zdjęciem i podziękowaniami, a od kibiców gromkie oklaski. W Lechu spędził trzy sezony.

 

Po stracie bramki Zagłębie odpowiedziało mocnym strzałem Łukasza Janoszki, który obronił Jasmin Buric. Była to jedyna groźna akcja stworzona przez lubinian w pierwszej połowie. Znacznie bliższy strzelenia kolejnych goli był Lech. Skuteczności zabrakło jednak Karolowi Linettemu i Szymonowi Pawłowskiemu.

 

Sytuacje Pawłowskiego

 

Losy spotkania rozstrzygnęły się 64. minucie, kiedy to Pawłowski wykorzystał sytuację sam na sam z Martinem Polackiem. Pomocnik Lecha mógł jeszcze bardziej pogrążyć swoją dawną drużynę, ale po ponad 40-metrowym rajdzie przegrał kolejny pojedynek z Polackiem. Po drugim golu gra się zaostrzyła i arbiter Paweł Raczkowski, co kilka minut sięgał po żółte kartki, aby utemperować zawodników.

 

Bliski honorowego trafienia dla Zagłębia był Łukasz Piątek. Jego uderzenie obronił jednak Jasmin Buric. Dla Bośniaka było to piąte z rzędu ligowe spotkanie bez wpuszczonego gola.

 

 

 

PAP