Wyprawa kierowana przez doświadczonego Sung Taek Honga zamierzała wytyczyć częściowo nową drogę na południowej ścianie Lhotse. Zdeterminowany zespół rozpoczął działania na początku października, jednak po ponad dwóch miesiącach musiał się poddać, osiągając wysokość 8200 m (obóz IV).

 

Z ostatnich relacji można było odnieść wrażenie, że alpiniści są już bardzo zmęczeni. Ich ogromny zapał ostudziło niedawne załamanie pogody na przełomie listopada i grudnia. Zdaniem ekspertów Koreańczycy pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.

 

Tragiczne żniwo Lhotse

 

Boje o przejście południowej ściany Lhotse rozpoczęły się już w latach siedemdziesiątych, kiedy Japończycy pokonali niewielki odcinek grani. W roku 1975 legenda alpinizmu, Włoch Ricardo Cassin (zmarł w wieku 100 lat w swoim domu w 2009 roku), poprowadził ekspedycję, w składzie której był m.in. słynny Reinhold Messner. Wówczas zespół dotarł na wysokość tylko 7400 m.

 

Swoje karty w historii podboju tej ściany zapisali również Polacy - niestety, w większości tragiczne. W 1985 roku poniósł śmierć Rafał Chołda. Cztery lata później podczas forsowania bariery skalnej powyżej 8000 m odpadł od ściany Kukuczka. Cienka lina łącząca go z Ryszardem Pawłowskim nie wytrzymała potężnego szarpnięcia i najwybitniejszy polski himalaista runął w trzykilometrową przepaść. Pawłowski po dwóch dniach niewiarygodnej, samotnej walki zdołał cudem wydostać się ze ściany.

 

Także w roku 1989 Messner nagłośnił medialnie "problem XXI wieku" i zorganizował wyprawę złożoną z elity światowego alpinizmu (w składzie z Krzysztofem Wielickim i Arturem Hajzerem), jednak zespołowi nie udało się osiągnąć nawet znaczącej wysokości.

 

Jesienią 1990 roku ścianę zdobyli Rosjanie Siergiej Bierszow i Władimir Karatajew. Jest to jak dotąd jedna z najtrudniejszych dróg na ośmiotysięczniki i zarazem jedno z najwybitniejszych osiągnięć w całej historii światowego himalaizmu.

 

PAP