Mecz, którego stawką było drugie miejsce w końcowej tabeli grupy B, był kolejnym zupełnie nieudanym występem w wykonaniu biało-czerwonych. O ile z tak słabymi przeciwnikami jak Kuba, Chiny czy Angola udało im się uporać, o tyle w konfrontacji ze znakomicie zorganizowaną drużyną Holandii o zwycięstwie nie było co marzyć.

 

Bez siły rażenia

 

Rozpoczęło się od błędów Polek i zabójczych kontrataków rywalek. W konsekwencji drugiego gola biało-czerwone uzyskały dopiero w dziesiątej minucie. W tym czasie przeciwniczki strzeliły ich pięć.

 

Szwankowała przede wszystkim gra w ataku, a i obrona pozostawiała wiele do życzenia. W efekcie po 18 minutach Holenderki prowadziły już 10:4. Trener biało-czerwonych Kim Rasmussen poprosił o czas. Wiele to nie zmieniło - piłki po prostu odbijały się od holenderskiej bramkarki Tess Wester, która przed przerwą zanotowała 57-procentową skuteczność. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem rywalek 14:9.

 

Po przerwie obraz gry niewiele się zmienił. Holenderki miały szczelniejszą obronę i - korzystając z błędów przeciwniczek - szybkimi kontrami powiększały swój dorobek. Dopiero w 33. minucie swojego pierwszego gola w tym pojedynku zdobyła podpora reprezentacji, występująca po raz 150. w koszulce z orzełkiem Karolina Kudłacz-Gloc. Polki przegrywały wówczas 11:16.

 

Trafiła nawet bramkarka Holandii

 

Po tej akcji "Oranje" rzuciły cztery bramki z rzędu i właściwie już w 38. minucie wszystko wskazywało na to, że ten mecz dla biało-czerwonych będzie stracony. Zwłaszcza, że gole dla rywalek zaczęła rzucać nawet ich bramkarka Wester (w 41. minucie na 22:12). Holenderki nie zwalniały tempa, a Polki zrezygnowane sprawiały wrażenie, jakby chciały, żeby ten mecz się skończył.  

 

Kwadrans przed ostatnią syreną "Pomarańczowe" wygrywały 25:13 i było pewne, że wiele się już nie zmieni. Zwłaszcza, że obie ekipy zaczęły grac ostrożniej z myślą o dalszej części turnieju. W 1/8 finału rywalkami Polek będzie druga drużyna grupy A - Węgry.

 

PAP