21-latek po raz ostatni widziany był we wrześniu 2012 roku w Międzylesiu pod Warszawą. Piotr Mróz przyjechał tam z Lublina, nie powiedział rodzinie, po co wyjeżdża. Zaniepokojeni bliscy zawiadomili policję o jego zaginięciu. Jednak funkcjonariusze zareagowali dopiero na drugie zgłoszenie. Wcześniej bliscy musieli prowadzić poszukiwania na własną rękę.


- Policja przychodziła do mamy i pytała, czy my mamy jakieś nowe informacje w sprawie zaginięcia brata. To policja nas o to pyta? - opowiadała z żalem siostra Piotra Mroza. Rodzina przez długi czas wierzyła, że mężczyzna żyje. Niestety poszukiwania były bezcelowe, bo jak się później okazało - Piotr Mróz zmarł.


Po dwóch latach od jego zaginięcia rodzina otrzymała informację, że został pochowany jako NN, czyli nierozpoznany. Jego ciało znaleziono w Warszawie, na podmokłych terenach, w miesiąc po zaginięciu. Stan zwłok nie pozwalał na identyfikacje, nie było przy nim żadnych dokumentów. Potwierdzenie tożsamości byłoby możliwe, gdyby policjanci wprowadzili do systemu DNA rodziców Piotra, które zgodnie z procedurami pobrane zostało pół roku po jego zginięciu. Policjanci tego nie zrobili.

 

- To był szok! Nie widziałam, jak zareagować. Od dwóch lat leży pochowany, a wy dopiero teraz przychodzicie! Tyle lat nerwów i stresów - powiedziała siostra nieżyjącego mężczyzny.


Policja wyjaśnia, że zmienili się policjanci prowadzący sprawę. Dlatego dane DNA rodziców Piotra Mroza wprowadzono do policyjnego systemu dopiero po prawie dwóch latach, na żądanie centrali aktualizującej bazę.

 

- To nie zostało zrobione w należytym terminie, czyli tuż po uzyskaniu tych wyników. Policjant prowadzący to postępowanie popełnił błąd - stwierdził Andrzej Fijołek z lubelskiej Komendy Wojewódzkiej Policji.

 

Postępowanie, które ma wyjasnić, kto i dlaczego popełnił błąd trwa i na razie nie ma mowy o ewentualnej karze.

 

- Nikt do dzisiejszego dnia nie zadzwonił i wątpię, że usłyszymy "przepraszam" - dodaje matka Piotra Mroza.

 

Polsat News