Poseł prezydenckiego bloku Petro Poroszenki Oleh Barna podszedł do szefa rządu, kiedy ten mówił o złym stanie ukraińskiego górnictwa. Wręczył mu kwiaty i chciał wypchnąć z mównicy, ale przeszkodzili mu inni parlametarzyści. Między posłami doszło do szarpaniny.


W tym samym czasie przed parlamentem trwała demonstracja, w której udział brało kilkaset osób. Manifestanci domagali się dymisji premiera. Gabinet Jaceniuka coraz częściej oskarżany jest o nieudolność, brak reform i przyzwolenie na korupcję.


Szef frakcji ugrupowania prezydenta Jurij Łucenko przeprosił za zachowanie Barna i wyjaśnił, że obecnie dymisja rządu jest niemożliwa. - Arytmetyka parlamentarna pozwala na usunięcie premiera, jednak nie pozwala na wybranie kogokolwiek na jego miejsce. Takie działania byłyby nieodpowiedzialne, dlatego że bez rządu, bez premiera, bez koalicji w parlamencie i bez budżetu na przyszły rok Ukraina ryzykowałaby wstrzymaniem współpracy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, a bez prawie 5 mld dolarów kolejnej transzy pomocy w ciągu miesiąca stoczymy się w hiperinflację i anarchię - oświadczył Łucenko. - Frakcja Bloku Petra Poroszenki podjęła decyzję, że nie poprze głosowania w sprawie odpowiedzialności rządu do czasu uchwalenia budżetu i przyjęcia nowej ustawy podatkowej - dodał Łucenko.


Dziś mija roczny okres ochronny ukraińskiego rządu, a parlament miał głosować nad wotum zaufania dla gabinetu Jaceniuka. Ten jednak nie przedstawił sprawozdania z działalności rządu po roku od zaprzysiężenia.


Wcześniejszych wyborów parlamentarnych domagają się przede wszystkim Batkiwszczyna byłej premier Julii Tymoszenko, Radykalna Partia deputowanego Ołeha Laszki i Opozycyjny Blok, będący następcą Partii Regionów obalonego w ubiegłym roku prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza.

 

PAP