Bagiński zaznacza jednak, że gdyby polskie władze utworzyły na ten cel specjalny fundusz dysponujący np. kwotą 100 mln dolarów, to najgorszym rozwiązaniem byłoby wydać te pieniądze na jeden albo dwa filmy, które z założenia mają być arcydziełami.

- Nie będą - ostrzega reżyser. - Lepiej stworzyć fundusz na tzw. development, czyli rozwijanie projektów. Sto razy mniejszy. I postawić jasny cel: chcemy, żeby te filmy mówiły o polskiej historii, ale niczego więcej nie sugerujemy, dajemy pełną wolność - proponuje Bagiński.

- W ramach takiego funduszu można wyłonić trzydzieści projektów, niech wygra najlepszy. Ale nie wybrany przez gremium starszych panów w politycznym gabinecie, tylko ludzi, którzy znają się na kinie - dodał.

 

Gazeta Wyborcza