Christoph von Marschall wytyka Niemcom w czwartkowym wydaniu dziennika "nadmierną gotowość do oburzania się". Gdy nowa partia rządząca PiS "spróbowała zaraz po zaprzysiężeniu dobrać się do sądów i mediów", zaczęto od razu mówić o "orbanizacji" Polski, ostrzegając, że kraj będzie wkrótce rządzony w sposób autorytarny, tak jak Węgry - pisze niemiecki dziennikarz i zaznacza, że "oburzenie było przedwczesne".

 

Jego zdaniem przeszkodą dla upadku demokracji nie jest oburzenie zagranicy, lecz "obywatele i instancje kontrolne w danym państwie, czyli sądy i społeczeństwo obywatelskie".

 

"Polska na razie zdała test" - ocenia Marschall, zaznaczając, że dowodem jest orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który uznał w środę ustawę autorstwa PiS w trzech punktach za sprzeczną z konstytucją.

 

Komentator pisze, że demonstracje w kilku polskich miastach w minionych dniach nie były co prawda liczne, jednak w przypadku, gdyby rząd chciał zakwestionować demokratyczne zdobycze okresu po 1989 roku, polskie społeczeństwo obywatelskie "będzie na miejscu".

 

Brak debaty o Polsce w PE to słuszna decyzja

 

Jego zdaniem Parlament Europejski podjął słuszną decyzję, rezygnując z przeprowadzenia już teraz debaty o sytuacji w Polsce.

 

Marschall zaznacza, że nie tylko Polska, lecz wszystkie kraje UE, powinny wyciągnąć z sytuacji w Polsce wniosek, iż "nie wolno grać zasadami postępowania". "Muszą one być tak samo niepodważalne jak podział władz, wolność słowa i pluralizm mediów" - pisze autor.

 

Rząd PO popełnił "pierwszy grzech"

 

Przy okazji zwraca uwagę, że to poprzedni rząd PO "popełnił pierwszy grzech", mianując dwóch sędziów TK "na zapas", co było jego zdaniem "oczywistym naruszeniem reguł". Jak pisze, UE nie zainteresowała się wówczas tą sprawą - "prawdopodobnie dlatego, że wielu (polityków i dziennikarzy) w Europie Zachodniej sympatyzuje bardziej z PO niż z PiS".

 

Marschall napomina Zachód, że nie powinien uzależniać oceny naruszenia zasad od tego, czy sympatyzuje z danym ruchem politycznym, czy nie. "Kto łamie zasady, ten podkopuje zaufanie do instytucji państwowych" - czytamy w "Tagesspieglu".

 

Komentator uważa, że Niemcy powinni mieć "trochę więcej zaufania do demokracji" u wschodniego sąsiada. Polacy są powodem irytacji - przyznaje - ze względu na to, że inaczej podchodzą do imigrantów, polityki energetycznej czy Rosji, lecz nie sprawia to, że są "per se mniej demokratyczni".


PAP