Jakub Ż., student fizjoterapii i syn ordynatora chirurgii tomaszowskiego szpitala, podczas wakacyjnych praktyk miał asystować ojcu w operacjach – taką informację w anonimowym liście podpisanym "pracownicy chirurgii" otrzymał dyrektor szpitala w 2013 roku. List był skargą na ordynatora, który miał wyśmiewać i lekceważyć pielęgniarki, poniżać je i bezzasadnie krytykować. Sprawę postanowiła sprawdzić dyrekcja szpitala i powołała specjalną komisję, w której skład weszli ordynatorzy innych oddziałów, zastępca dyrektora i naczelna pielęgniarka. Komisja ustaliła, że choć do mobbingu nie doszło, to na sali operacyjnej ojcu często towarzyszył syn. Ordynator stracił pracę.


Bernard Ż., podobnie jak jego syn, nie przyznają się do winy. Były ordynator twierdzi, że pracownicy szpitala za nim nie przepadają i uknuli przeciwko niemu spisek. Prokuratura zebrała jednak obszerny materiał dowodowy, z którego jasno wynika, że Jakub Ż. asystował ojcu w operacjach. Potwierdzają to liczni świadkowie, którzy mówią, że chłopak przytrzymywał i podawał narzędzia w czasie operacji, a nawet zszywał rany. Syn nie złożył wyjaśnień.


Prokuratura Rejonowa w Zamościu postawiła obu mężczyznom zarzut bezpośredniego narażenia utraty zdrowia lub życia. Wspólnie mieli przeprowadzić 5 operacji. Bernardowi Ż. grozi do 5 lat pozbawienia wolności, ze względu na to, że jako lekarz miał obowiązek opieki nad pacjentami. Jego syn może pójść do więzienia na 3 lata.


- Czekamy na wyznaczenie terminu rozprawy. Jeszcze nie zastanawialiśmy się nad wysokością kary, o jaką będziemy wnosić, ale nie wykluczamy wniosku o odebranie Bernardowi Ż. prawa wykonywania zawodu – powiedział polsatnews.pl szef Prokuratury Rejonowej w Zamościu Bartosz Wójcik.

 

Walka o pieniądze


Sąd pracy na wniosek zwolnionego chirurga uznał, że były podstawy do dyscyplinarnego zwolnienia, ale stało się to za późno. Pracodawca ma 30 dni od informacji o nieprawidłowościach, żeby rozwiązać umowę z pracownikiem. Dyrektor tomaszowskiego szpitala zrobił to później, bo początkowo nie uwierzył w anonim. Szpital ma wypłacić Bernardowi Ż. 20 tys. zł odszkodowania. Dyrektor placówki odwołał się od tego wyroku.


Odszkodowania od tomaszowskiego szpitala żądają także pacjenci operowani przez Bernarda Ż. w towarzystwie syna. Obie pacjentki, które skierowały sprawę do sądu chcą po 200 tys. zł. Jedna z nich twierdzi, że jej stan zdrowia po operacji się pogorszył.

 

polsatnews.pl