Rządząca Zjednoczona Partia Socjalistyczna Wenezueli(PSUV) prezydenta Nicolasa Maduro uzyskała 55 mandatów.


Opublikowanie wyników głosowania zakończyło trwający od dwóch dni stan napięcia, bowiem przywódcy opozycji twierdzili, że zdobyła ona znacznie więcej głosów niż początkowo podała Komisja Wyborcza. Zarzucali oni Komisji, że zwleka z opublikowaniem ostatecznych wyników odzwierciedlających skalę zwycięstwa opozycji.


Zdobyta tzw. superwiększość umożliwia Koalicji na rzecz Jedności Demokratycznej skuteczną kontrolę poczynań prezydenta Maduro, a także m. in. odwołanie sędziów Sądu Najwyższego, a nawet zmianę konstytucji z 1999 roku, która uważana jest za sztandarowe osiągnięcie prezydenta Hugo Chaveza.


Prezydent Maduro uznał w przemówieniu telewizyjnym porażkę swojej formacji i wezwał swoich zwolenników do pójścia jego śladem. Oświadczył, że mimo niekorzystnych dla niego wyników w Wenezueli zatriumfowała demokracja i konstytucja, jednak o przegraną obwinił oponentów spiskujących - według niego - w celu zdestabilizowania socjalistycznej rewolucji.


Wymienił w tym kontekście długą historię wspieranych przez USA zamachów stanu w Ameryce Łacińskiej i oskarżył "kontrrewolucję" o próbę działań na szkodę opartej na ropie naftowej gospodarce kraju oraz o destabilizowanie rządu.
Opozycja była od dawna faworytem wyborów, zbijając kapitał na niezadowoleniu społecznym w związku z kryzysem ekonomicznym wywołanym taniejącą ropą naftową.


Spadająca od 2014 roku cena wenezuelskiej ropy ze 100 dolarów za baryłkę osiągnęła w ubiegły piątek 34,05 dolara, a najwyższa na półkuli zachodniej inflacja wyniesie na koniec tego roku 85 proc. 

 

PAP