- Najpierw była Ania, potem odezwała się Karolina, Magda, a później jej siostra. Dowiedziałam się też o dziewczynie z Rudy Śląskiej - wylicza Małgorzata Dziędzioł, była partnerka Alberta R. Kobieta poznała go rok temu. Twierdzi, że to nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale mężczyzna bardzo się starał, żeby ją do siebie przekonać.

 

- Od samego początku twierdził, że miał wypadek i od kilku lat jest samotny, bo miał z tym związane problemy zdrowotne. Od tego momentu jest bezpłodny, dodatkowo był uczulony na lateks, czego nie sprawdziłam – mówi pani Małgorzata. Po kilku miesiącach znajomości okazało się, że kobieta jest w ciąży. Początkowo Albert R. był bardzo szczęśliwy, dał kobiecie pierścionek zaręczynowy i nalegał na ślub.

 

Planował ślub i spotykał się z inną

 

- Chciałam kilka dni spokoju. Okazało się, że w te dni był u innej dziewczyny - opowiada pani Małgorzata. Okazuje się, że w czasie, kiedy Albert R. był w związku z panią Małgorzatą, spotykał się także z panią Agnieszką. To matka trojga dzieci, mieszkająca w innym województwie.

 

- Oni mieli wziąć ślub 17 sierpnia, a jak rozmawialiśmy na temat jego wprowadzki do mnie, to mówił, że nastąpi to koło 17 sierpnia. Czyli już wtedy zamierzał uciec od Małgorzaty - opowiada pani Agnieszka.

 

Dzieci nawet nie zobaczył

 

Kolejną partnerką Alberta R. była pani Anna. Poznała go w 2013 roku. Jej także obiecywał małżeństwo. Wmówił kobiecie, że jest bezpłodny. Kiedy zaszła w ciążę, w dodatku bliźniaczą, wszystko zaczęło się psuć.

 

- Były w ciąży problemy. Kiedy wylądowałam w szpitalu, nie odwiedził mnie ani razu. Dzieci po porodzie nie zobaczył - mówi pani Anna.

 

Albert R. ma prawdopodobnie pięcioro dzieci. Dokładnie tego nie ustalono, bo ciągle zgłaszają się kolejne partnerki internetowego uwodziciela.

 

Obejrzyj ten i inne materiały Interwencji.