Urszula Rusecka (PiS) podkreśliła podczas debaty, że podniesienie wieku emerytalnego (obecnie jest on systematycznie podnoszony do 67 roku życia zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn) odbyło się "bez jakiejkolwiek akceptacji społecznej oraz szczegółowych analiz". - Już dziś można stwierdzić, że projekt nie spowodował jakiejkolwiek poprawy stanu finansów publicznych - przekonywała. Oceniła, że decyzja ta spowodowała iż niektórzy Polacy, którzy w poprzednim systemie już byliby na emeryturze, teraz muszą pracować powyżej swoich możliwości zdrowotnych oraz produktywności.

 

Jej zdaniem tylko systemowe rozwiązania, proponowane przez rząd Beaty Szydło, czyli m.in. 500 zł na każde dziecko, ograniczenie bezrobocia, wsparcie dla przedsiębiorców w powiązaniu z propozycją prezydenta ws. obniżenia wieku emerytalnego, "pozwoli na kompleksowe rozwiązanie problemu emerytalnego w Polsce".

 

"Całe szczęście, że nie obiecaliście każdemu domku z ogródkiem"

 

Z argumentacją Ruseckiej nie zgodziła się posłanka PO Izabela Leszczyna: - Nie może być tak, że złożone nieodpowiedzialne i populistyczne obietnice wyborcze determinują teraz wszystko, co państwo robicie (...) Całe szczęście, że nie obiecaliście każdemu Polakowi domku z ogródkiem - mówiła.

 

- W ciągu kilku posiedzeń sejmowej większości wraz z rządem udało się zdemolować TK i rozpoczęliście destabilizację finansów publicznych - mówiła posłanka. Jak oceniła, prezydent, proponując obniżenie wieku emerytalnego, dołączył do "rujnowania bezpieczeństwa finansowego Polski".

 

- Wysokość emerytur zależy od dynamiki PKB, rozwoju gospodarczego. Zawsze to jest transfer od pracujących do emerytów, nie da się tego zrobić inaczej. Jak wyobrażają sobie państwo, że będzie pracowało mniej osób, emerytów będzie więcej, żyjemy dłużej, rodzi się mniej dzieci - jak chcecie to spiąć finansowo? - pytała.

 

Leszczyna podkreśliła, że proponowane przez prezydenta zmiany spowodują obniżenie świadczeń emerytalnych, szczególnie dla kobiet, o niemal 70 proc.  - Chcecie wepchnąć ludzi w nędzę i z pewnością PO na to się nie zgodzi - konkludowała.

 

"Podniesienie wieku emerytalnego nie jest lekarstwem na zapaść"

 

Wcześniej prezydencka minister Anna Surówka-Pasek, przedstawiając w Sejmie prezydencki projekt przywrócenia wieku emerytalnego: 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn powiedziała: - Samo podniesienie wieku emerytalnego nie może być lekarstwem na zapaść Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Zaznaczyła, że w opinii prezydenta podwyższanie wieku emerytalnego "jest tylko próbą maskowania problemów związanych z FUS i wypłatą emerytur". - Te zmiany powinny być systemowe - podkresliła minister. Dodała, że prezydencki projekt likwiduje też emerytury częściowe, przywraca niższy wiek przechodzenia w stan spoczynku sędziów i prokuratorów oraz obniża wiek emerytalny dla rolników.

 

Według Surówki-Pasek podwyższenie wieku emerytalnego nie było skonsultowane społecznie. Przypomniała, że w ślad za wydłużeniem okresu aktywności zawodowej nie poszły bowiem żadne zmiany poprawiające system opieki zdrowotnej, zwłaszcza nad pracownikami powyżej 60. roku życia. Według niej brakuje też ofert pracy dla osób w wieku przedemerytalnym, a takie osoby są zwalniane - rośnie ich odsetek wśród bezrobotnych, przez co nie rosną też wpływy od tej grupy do FUS.

 

PAP