Moskwa wprowadziła sankcje gospodarcze wobec Turcji po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu przez tureckie myśliwce dwa tygodnie temu. Według tureckich władz rosyjska maszyna naruszyła granicę i ignorowała wezwania do opuszczenia terytorium tego kraju. Rosja zaprzecza, aby tak się stało. Tureckie myśliwce F-16 strąciły rosyjski bombowiec. Przeżył tylko jeden pilot. Drugi miał być zastrzelony przez syryjskich rebeliantów, gdy lądował z użyciem spadochronu już na terenie Syrii, gdzie spadł samolot.

 

Pogorszenie stosunków gospodarczych

 

W odpowiedzi na incydent Moskwa wprowadziła embargo na liczne tureckie produkty żywnościowe i zawiesiła współpracę w sferze gospodarczej oraz naukowo-technicznej. Rosyjski prezydent Władimir Putin w wygłoszonym w czwartek orędziu do połączonych izb parlamentu zapowiedział, że reakcja jego kraju nie ograniczy się tylko do sankcji handlowych.

 

Decyzją władz Rosji zawieszone zostały kontakty handlowe i turystyczne oraz programy naukowe i inwestycyjne. W piątek premier Davutoglu powiedział jednak, że sankcje te nie zdołają "rzucić Turcji na kolana". Po raz kolejny dodał wówczas, że Ankara nie będzie przepraszać za "obronę własnych granic".

 

Ankara nie będzie przepraszać

 

Turecki premier powiedział również, że jego kraj "ze względów moralnych" nie mógł zezwolić na to, aby rosyjska maszyna skorzystała z tureckiej przestrzeni powietrznej, a następnie zbombardowała obszary zamieszkane przez syryjskich Turkmenów.

  

Strącenie Su-24 przez tureckie myśliwce 24 listopada doprowadziło do pogorszenia stosunków między Moskwą a Ankarą. Jak komentuje AFP, jest to najgorszy kryzys dyplomatyczny między tymi krajami od lat zimnej wojny.

 

PAP