Kolejarze oczekują, że wykorzystanie dronów do bieżącego monitoringu linii kolejowych pomoże ograniczyć m.in. niszczenie i kradzież elementów infrastruktury i tym samym poprawi bezpieczeństwo podróży. W testach drony muszą wylatać ok. 500 godzin, potem kolejarze podejmą decyzję czy i ile takich urządzeń zakupić.
 
Jak powiedział we wtorek PAP zastępca komendanta SOK w Warszawie Michał Wacławik, sokiści typują miejsca, w których testowane są drony np. na Śląsku czy na trasie z Warszawy do Gdańska.

 

- Już pierwsze akcje pozwoliły udaremnić kradzież węgla w okolicach Mysłowic na Śląsku - dodał Wacławik.
 
Drony od firmy dostarczającej sprzęt dla wojska

 

Testowane przez SOK drony wyprodukowała firma WB Electronics, która specjalizuje się w systemach bezzałogowych oraz łączności i dowodzenia dla wojska. Każdy dron wyposażony jest w kamerę umożliwiającą prowadzenie obserwacji terenu w świetle dziennym oraz kamerę termowizyjną umożliwiającą obserwację w nocy. Obraz z kamer jest transmitowany w czasie rzeczywistym do stacji kierowania znajdującej się w samochodzie terenowym.
 
Wacławik wskazał, że SOK już od kilku lat korzysta z nowoczesnego i specjalistycznego sprzętu. Posiada mobilne centra monitoringu, czyli specjalne wozy wyposażone w system kamer, w tym bezprzewodowych. SOK jest również wyposażona w fotopułapki, czyli urządzenia, które automatycznie rejestrują wejście osoby nieuprawnionej na teren kolejowy i informują o tym patrol. - Drony mają wspomóc działania SOK służące bezpieczeństwu pasażerów - podkreślił Wacławik.

 

PAP