Od 1 lipca wartość zobowiązań związanych z niezapłaconymi alimentami wzrosła o 2 mld zł - wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. To efekt wejścia w życie nowelizacji Kodeksu karnego, która zobowiązuje wszystkie sądy i gminy, z których pochodzą dłużnicy  do przekazywania informacji o niezapłaconych grzywnach i zobowiązaniach alimentacyjnych do wszystkich biur informacji gospodarczej.


Prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Adam Łącki twierdzi, że choć współpraca z gminami trwa od 2008 roku, to od czasu wejścia w życie ustawy "rysuje się pełen obraz zadłużenia alimentacyjnego".  Jego zdaniem, niepłacenie alimentów powinno być piętnowane, a dostęp do informacji na temat zadłużenia - utrudniać życie niepłacącym.


Warmińsko-mazurskie na czele niechlubnego rankingu


W KRD znajduje się już 265 tys. zobowiązań dopisanych z tytułu niepłacenia alimentów. Najwięcej dłużników w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców pochodzi z  województwa warmińsko-mazurskiego, zaraz za nimi są ci z dolnośląskiego, kujawsko-pomorskiego i pomorskiego.


Najwięcej, bo 1,7 mld zł, muszą zwrócić mieszkańcy małych miejscowości. Tam też mieszka co piąty dłużnik alimentacyjny. Na drugim miejscu są z kolei mieszkańcy z największych miast - pochodzi stamtąd prawie co czwarty dłużnik alimentacyjny. Na konta ich dzieci powinno wpłynąć aż 1,4 mld zł.


Matki zdane na siebie


Wśród dłużników alimentacyjnych 95 proc to ojcowie. Najczęściej są w wieku między 36 a 45 rokiem życia.


- W Polsce wciąż jeszcze panuje przekonanie, że mężczyzna jest głową rodziny, który dba o jej  utrzymanie. Dziwi więc, że zdecydowana większość dłużników alimentacyjnych to mężczyźni, którzy ewidentnie nie poczuwają się do żadnego obowiązku wobec swoich dzieci - mówi Łącki.


Jeśli ojciec nie płaci alimentów, matka zdana jest sama na siebie. Pomoc z funduszu alimentacyjnego trafia do niej dopiero po spełnieniu szeregu warunków. W 2014 roku takie wsparcie otrzymało 324,4 tys. rodziców. To jednak rodzaj pożyczki, którą zalegający z zapłatą rodzic musi spłacić, jeśli tego nie zrobi, pieniądze na jego zobowiązania idą z kieszeni podatników. Tymczasem ściągalność alimentów w Polsce wynosi niewiele ponad 8 proc. i jest jedną z najniższych w Europie.


- Problem polega z jednej strony na tym, że choć ustawodawca zapewnił szeroki wachlarz narzędzi motywujących dłużnika do spłaty, począwszy od wpisu do BIGu, aż po karę więzienia, na dłużnika nie ma złotego środka. Na każdego działa coś innego. Z drugiej strony natomiast, wąskim gardłem jest też egzekucja tych przepisów - mówi Łącki.


Społeczne przyzwolenie na niepłacenie alimentów


Alimenciarze szukają coraz to nowych wymówek i wciąż uchylają się od płacenia. Jedni wyjeżdżają za granicę, inni pracują na czarno po to, by nikt nie mógł udowodnić im zarobków. 


Dorota Herman z Fundacji "Dla naszych dzieci" twierdzi, że niepłacących ochrania tzw. "zorganizowana grupa wsparcia", do której zaliczają się zatrudniający na czarno pracodawcy, rodzina, na którą przepisywany jest cały majątek alimenciarza i w końcu nowi partnerzy.


- To właśnie takie pobłażliwe podejście społeczeństwa i mniemanie, że alimenty są dla byłej/byłego partnera jest głównym powodem niealimentacji. Niestety, to dzieci na tym cierpią - twierdzi Herman.

 

KRD