Kilkunastoletni piłkarze z klubu Piotrkowianin w łódzkiej hali sportowej mieli zagrać mecz z kolegami z miejscowego Chojeńskiego Klubu Sportowego. Zostali zaatakowani, kiedy tylko wyszli z samochodów.

 

Brutalna napaść na chłopców

 

- W momencie, kiedy zostaliśmy napadnięci, ja tylko patrzyłem, gdzie są zawodnicy i tylko wołałem ich do siebie, żebyśmy zostali w grupce - powiedział trener młodych szczypiornistów.

 

Ucierpiało pięciu chłopców. Jednego z nich napastnicy bili sztangą i połamali mu żebra. Drugiemu napastnicy skakali po głowie. W sumie do szpitala trafiło trzech piłkarzy, którzy spędzili w nim po trzy dni.

 

To mogli być kibice Widzewa

 

Napastnikami prawdopodobnie byli kibice Widzewa, którzy w tej samej hali świętowali 105-lecie klubu. - Jak wiadomo, kibice Widzewa nie przepadają za piotrkowianami, którzy sympatyzują z drużyną ŁKS-u - powiedział Radosław Gwis z łódzkiej policji.

 

- Czujemy się winni, żałujemy, że mecz wyznaczyliśmy tuż po turnieju stowarzyszenia widzewskiego - powiedział Piotr Czaplarski z Chojeńskiego Klubu Sportowego.

 

MKS Piotrkowianin po tym incydencie zażądał zawieszenia rozgrywek w hali i domaga się ukarania gospodarzy imprezy.

 

Polsat News