Na mocy prawa prasowego każdy może przysłać do redakcji dowolnego medium informację, którą nazywa sprostowaniem, a dziennikarze nie mogą nawet rozpatrywać jej merytorycznie, a sąd - w razie sporu - nie podejmuje istoty sprawy. Ważna jest jedynie strona formalna wniosku o sprostowanie.

 

Sprostowanie może nie tylko dotyczyć nieprawdziwej informacji, ale i nieścisłej, więc dziennikarze mają obowiązek opublikować każde "doprecyzowanie". Taka praktyka może doprowadzić do paraliżu polskich mediów, które wkrótce mogą stać się słupem ogłoszeniowym każdego, komu coś się nie spodoba w danym materiale dziennikarskim.

 

Wojna na sprostowania w warszawskiej spółdzielni

 

Ofiarą obowiązującego systemu padają także dziennikarze stacji Polsat News. 8 listopada w programie "Państwo w Państwie" mówiliśmy o Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Warszawie. Przypomnieliśmy sprawę sprzed roku, kiedy zebrało się walne zgromadzenie i wybrało nowe władze spółdzielni, ponieważ poprzednia prezes Krystyna Rubik doprowadziła do zadłużenia spółdzielni.

 

Rubik nie uznała jednak walnego zgromadzenia, zrobiła własne walne i sama siebie wybrała ponownie prezesem. W listopadzie poinformowaliśmy o wyroku, który zapadł w Sądzie Okręgowym w Warszawie, według którego drugie walne było nieważne i prezesem jest Małgorzata Boszko.

 

Wyemitowaliśmy wypowiedź rzecznika prasowego ds. cywilnych w Sądzie Okręgowym w Warszawie, sędzi Katarzyny Kisiel o treści wyroku i jego prawomocności. Istotny dla sprawy jest fakt, że przed emisją sędzia zmieniła zdanie i poinformowała, że wyrok jednak nie jest prawomocny. Z dokumentów, do których mieliśmy dostęp, wprost wynikało, że jednak jest.

 

Już dzień później otrzymaliśmy od sędzi Kisiel sprostowanie, w którym poinformowała, że wyrok jednak jest nieprawomocny. Sprostowanie przyjęliśmy bez ingerowania w treść ani nawet wchodzenia w jego meritum. Widzowie usłyszeli o nim 15 listopada.

 

16 listopada do redakcji trafia kolejne pismo - tym razem protest Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Pada wniosek o odrzucenie sprostowania pani rzecznik sądu i podanie, że wyrok jest prawomocny. Jeśli tego nie zrobimy, grozi nam proces.

 

19 listopada sędzia Kisiel przeprasza redakcję, że jednak pomyliła się, przez co kilka dni wcześniej sprostowała prawdziwą informację. Sprostowanie było więc nieprawdziwe.

 

Cztery dni później sędzia prosi o sprostowanie informacji poprzedniej, czyli realnie... sprostowanie własnego sprostowania. Następnie wysyła oficjalne pismo o cofnięciu sprostowania. "Państwo w Państwie" musi o tym poinformować.

 

W efekcie widz ma przeświadczenie, że to dziennikarze popełniają błędy, ponieważ ciągle prostują informacje, które wcześniej podali. Tymczasem osoby żądające sprostowań nie ponoszą odpowiedzialności - nawet jeśli prostują błędnie.

 

"Subiektywna wizja informacji"

 

Ostatnie zmiany w prawie prasowym w zakresie sprostowań miały miejsce w 2012 roku. - W mojej ocenie przepisy zostały zmienione tak, że dają dużo zainteresowanemu, czyli tej osobie, która tak naprawdę występuje w danym materiale prasowym. Jest też taka koncepcja w sądownictwie i ja tę koncepcję oceniam pozytywnie, to koncepcja subiektywnej wizji informacji, czyli jeżeli ktoś jest zainteresowany, a informacje były nieprawdziwe lub nieścisłe, ma prawo do opublikowania jego sprostowania i redaktor naczelny powinien opublikować to sprostowanie, jeżeli ono jest zgodne z warunkami formalnymi - powiedziała adwokat Monika Brzozowska z Kancelarii Pasieka Derlikowski Brzozowska i Partnerzy.

 

Więcej w programie "Państwo w Państwie" w niedzielę 6 grudnia o godzinie 19:30 w Polsat News.

 

Polsat News