Kubanki, choć były losowane z pierwszego koszyka, wcale nie były faworytkami. Dopiero trzeci raz startują one w czempionacie globu. Cztery lata temu zajęły odległe 22. miejsce.

 

Od początku meczu Kubanki nadzwyczaj dobrze spisywały się w obronie i w ataku wykorzystywały większość okazji, w tym często dyktowane na ich korzyść rzuty karne. Biało-czerwone z kolei były jakby rozkojarzone.

 

Efekt był kompletnie zaskakujący - skazany na porażkę zespół wygrywał w 13. minucie meczu aż 8:4. Kudłacz-Gloc próbowała dwoma golami poderwać koleżanki i Polki faktycznie powoli zaczęły odrabiać straty.

 

W 18. min Małgorzata Stasiak zdobyła kontaktowego gola (na 8:9), ale na wyrównanie 10:10 (trafienie Iwony Niedźwiedź) trzeba było czekać następne dziewięć minut. W międzyczasie Anna Wysokińska popisała się m.in. obroną dwóch karnych, a najpewniejszym punktem zespołu była Kudłacz-Gloc. Jednak dopiero w ostatniej minucie pierwszej połowy trafienie z karnego Karoliny Zalewskiej dało Polkom prowadzenie 12:11.

 

 

Walka była zacięta, a momentami brutalna

 

W jednej z pierwszych akcji po przerwie rozpędzona Kubanka wpadła pomiędzy Polki, podbiła oko Kindze Achruk i rozcięła wargę Monice Kobylińskiej. Koleżanki pozostałe na boisku nie pozwalały przez sześć i pół minuty strzelić sobie gola, a w tym czasie zdobyły trzy (15:11).

 

Znowu wydawało się, że sytuacja jest opanowana. Ale między słupkami kubańskiej bramki świetnie zaczęła spisywać się Niurkis Mora. Polki były niedokładne i po kwadransie gry w drugiej połowie na tablicy wyników ponownie pojawił się remis 16:16.

 

W końcówce wreszcie wzmógł się doping garstki polskich kibiców, a na boisku królowała Kudłacz-Gloc. To głównie dzięki niej sześć minut przed ostatnią syreną udało się uzyskać przewagę 24:20. Za chwilę Zalewska dołożyła trafienie z karnego i zrobiło się spokojniej. Polki dowiozły korzystny wynik do końca i zdobyły, choć ciężej niż się spodziewano, dwa cenne punkty.

 

PAP