Były premier ocenił, że wystąpienie prezydenta było "absolutnie wzorowe", choć jak zauważył, nie na temat. – Prezydent nie odniósł się konkretnie do tego, co dziś Trybunał Konstytucyjny postanowił – powiedział. Marcinkiewicz uważa również, że prezydent już nie będzie zajmował się sprawą Trybunału. Według byłego premiera cała sprawa będzie się teraz toczyć w Trybunale, a jej finał będzie zależeć od tego, czy trójka sędziów wybrana przez poprzedni Sejm znajdzie sposób na złożenie ślubowania prezydentowi i czy zaakceptuje ten stan rzeczy obecny TK, czy nowo wybrani sędziowie w jakiś sposób wejdą do Trybunału "i się tam rozgoszczą".


Kazimierz Marcinkiewicz mówił, że po podaniu składu rządu Beaty Szydło zrozumiał, dlaczego to nie Jarosław Kaczyński został premierem. – Musi grać wieloma pionkami, wieloma miejscami. Musi grać parlamentem, rządem i prezydentem – powiedział. – Do tego wszystkiego potrzebuje jeszcze Trybunału – dodał. Były premier podkreślił, że PiS szybko nie przejmie Trybunału, ale wystarczy im minimum trzech członków i przewodniczący (o dyscyplinarne odwołanie, którego wnioskuje Zbigniew Ziobro). Marcinkiewicz wyjaśnił, że przewodniczący będzie mógł w taki sposób wyznaczać składy orzekające, żeby w przypadku tych ustaw, które są ważne dla zmiany, a będą na granicy legalności czy konstytucjonalności, orzekali sędziowie powołani przez PiS.

 


- To jest rewolucja. To będą daleko idące zmiany i do tego potrzebny im jest Trybunał – ocenił Marcinkiewicz. Jako przykład takich zmian podał planowaną przez PiS ustawę medialną. – Jeśli chcą powołać Radę Mediów Narodowych, w miejsce zapisanej w konstytucji KRRiT, czyli zrobić z KRRiT wydmuszkę, to na pewno trafi to do Trybunału – wyjaśnił. Zauważył, że bez członków PiS Trybunał uzna, że jest to niekonstytucyjne opróżnianie ciała konstytucyjnego i tworzenie ciała niekonstytucyjnego. – Tak można wymieniać wiele zapowiedzi z programu PiS – podkreślił.


Były premier przypomniał, że w czasie poprzednich rządów PiS ustawy ważne dla Prawa i Sprawiedliwości były popierane także przez większość sejmową, nie tylko koalicyjną z PiS. – Przecież PO głosowało za powołaniem CBA i likwidacją WSI. Wtedy był inny PiS i inne zadania – powiedział. Tym razem jako przykład podał ustawę o zwiększeniu kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł, co jest wykonaniem wyroku Trybunału. – Najprawdopodobniej PiS chce zrobić to w ten sposób, że część środków będzie pochodziła z obecnych wpływów samorządów i to może znów być element niekonstytucyjny. W związku z tym oni zrobią to na siłę, oni już robią to na siłę – podkreślił. Marcinkiewicz zauważył, że część zapowiedzi PiS jest dobra. – Zastanawiam się jednak, czy można robić dobre rzeczy w 48 godzin, poganiając wszystkich, zabraniając dyskusji, podpisując czy nominując w nocy – wyraził wątpliwość.


Według byłego premiera PiS ma plan, zgodnie z którym w przeciągu najbliższych miesięcy zrealizuje większość swoich obietnic, które będą rozdawnictwem dla obywateli. – Na rynek trafi ok. 30 mld zł, to jest bardzo dużo, obywatele odczują, że jest lepiej, w związku z tym będą wspierać partię, która w ten sposób czyni, a reszta rzeczy, jak zajęcie Trybunału, weryfikacja sędziów, prokuratorów, zwiększenie zadań i instrumentów służb specjalnych, to wszystko będzie się odbywało poza głównym nurtem publicznym – przewiduje Marcinkiewicz.

 


- Byłem bardzo zaskoczony ułaskawieniem Kamińskiego – powiedział były premier. – Ułaskawić można winnego, a Mariusz Kamiński winnym nie jest, bo jest to wyrok w pierwszej instancji – dodał. Marcinkiewicz uważa, że decyzja prezydenta była "niesympatycznym pokazem", że jeśli się walczy z korupcją i realizuje program PiS, to jest się bezkarnym. – Można używać różnych środków, nawet takich, które są uważane za nielegalne, by doprowadzić do celu, bo cel jest najważniejszy – mówił Marcinkiewicz. – Mnie ta zasada nie odpowiada. Uważam, że w państwie prawa, w państwie demokratycznym, taka zasada nie może być stosowana - podkreślił.