- Sprawa przesiedleń będzie jak gorący kartofel w najbliższym czasie, bo choć można by to było utrzymać w półsekrecie, to ktoś, gdzieś - myślę, że to będzie w Berlinie w tym tygodniu - ogłosi, że 400-500 tys. syryjskich uchodźców można by sprowadzić bezpośrednio z Turcji do UE - powiedział szef rządu w Budapeszcie.

 

- Taki pomysł pojawił się na niedawnym szczycie unijnym na Malcie, ale nie został włączony do porozumień między UE a Turcją, ponieważ zwolennikom tego układu nie udało się zdobyć dla niego wystarczającego poparcia - powiedział Orban. Jego zdaniem należy się spodziewać, że UE będzie wywierać w tej sprawie ogromną presję. - Nie tylko chcą sprowadzić tych ludzi do Europy, ale też natychmiast rozprowadzić ich na zasadzie obowiązkowej wśród państw członkowskich - dodał. Jak zapowiedział, jego kraj nie zgodzi się przyjąć Syryjczyków.

 

Jeśli Turcja zahamuje napływ uchodźców, UE przyjmie część z tych, którzy już się w Turcji znajdują

 

"Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung" podał w niedzielę, że grupa państw UE gotowa jest do przejęcia od Turcji 400 tys. uchodźców w zamian za zobowiązanie się Ankary do zahamowania napływu imigrantów do Europy. Według "FAS" kanclerz Niemiec Angela Merkel i szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zwołali w niedzielę w Brukseli spotkanie przedstawicieli krajów deklarujących gotowość do udziału w tym przedsięwzięciu. Obok Niemiec są to kraje Beneluksu, Austria, Szwecja, Finlandia i Grecja. Projekt rzekomo popiera też Francja. Przedmiotem rozmów miała być liczba 400 tys. osób - jedna trzecia ogółu imigrantów, którzy w tym roku dotarli do Europy szlakiem bałkańskim z Turcji.

 

Węgierski premier ocenił też w środę, że dobiega końca era gospodarczej i militarnej dominacji Zachodu, a wraz z nią "eksport demokracji". - Europejska gospodarka znajduje się w stanie sklerozy - powiedział, dodając, że ciężar światowej gospodarki przesuwa się na wschód i nie jest to zjawisko tymczasowe, a gdyby nie Europa Środkowa, gospodarka unijna kurczyłaby się. - Powodzenie reform przeprowadzonych na Węgrzech nie jest kwestionowane nawet w Brukseli - dodał.

 

PAP