"Washington Post" powołuje się na anonimowe źródła w administracji. Żołnierze sił specjalnych mają stacjonować w pobliżu Abril, stolicy kurdyjskiego regionu w północnym Iraku. W przeciwieństwie do już obecnych w Iraku 3,5 tys. żołnierzy amerykańskich, których rola koncentruje się na doradzaniu Irakijczykom, te nowe siły mają przeprowadzać samodzielne operacje.

 

Występując we wtorek przed komisją sił zbrojnych Izby Reprezentantów, Carter powiedział, że USA wysyłają do Iraku nowe "specjalistyczne siły ekspedycyjne", które będą wspierać Irakijczyków i Kurdów walczących w terenie z dżihadystami. - Te siły specjalne z czasem będą w stanie przeprowadzać więcej akcji, uwalniać zakładników, zbierać informacje wywiadowcze i łapać liderów Państwa Islamskiego - powiedział Carter, ale nie podał żadnych szczegółów dotyczących liczby żołnierzy. Szef Pentagonu dodał, że te siły specjalne USA powinny być też z czasem w stanie "przeprowadzać samodzielne operacje" także w sąsiedniej Syrii.

 

Irak nie akceptuje takiej pomocy

 

Tymczasem jak podała agencja Reutera z Bagdadu, nowe amerykańskie plany odrzucił już iracki premier Hajder al-Abadi. - Nie potrzebujemy zagranicznych sił bojowych na irackiej ziemi - powiedział Abadi w oświadczeniu. Jak dodał, "jakiekolwiek operacje wojskowe lub obecność sił zagranicznych - specjalnych czy nie - w jakiejkolwiek części Iraku nie mogą mieć miejsca bez akceptacji, koordynacji i pełnego poszanowania suwerenności Iraku".

 

Carter zapowiedział, że USA są gotowe zwiększyć obecność swych sił specjalnych także w Syrii - o ponad ok. 50 żołnierzy, o których wysłaniu prezydent Barack Obama zdecydował na jesieni - o ile znajdą tam więcej zmotywowanych partnerów do walki z IS w terenie. - Tam, gdzie pojawią się nowe okoliczności, by je (siły specjalne) wzmocnić, jesteśmy gotowi to zrobić - powiedział Carter. Wielokrotnie podkreślał jednak, że te dodatkowe wysiłki USA, zarówno w Syrii, jak i Iraku, są uzależnione od postępu w walce sił lokalnych z Państwem Islamskim, będących jego zdaniem "jedynymi, które mogą zapewnić trwałe zwycięstwo" nad Państwem Islamskim. - Będziemy próbować wszystkiego, co działa, ale musimy znaleźć siły lokalne gotowe i zmotywowane do walki. Takie siły są trudne do znalezienia, ale istnieją. Jeśli będą robić więcej, to i my gotowi jesteśmy zrobić więcej - powiedział szef Pentagonu.

 

Zapewniając, że USA zintensyfikują swą walkę z IS, by "ostatecznie zniszczyć" tę dżihadystyczną organizację, Carter podkreślał, że "świat też musi robić więcej". Apelował o większe wysiłki zwłaszcza ze strony Turcji i Arabii Saudyjskiej. Zauważył, że Rijad - choć przyłączył się do międzynarodowej koalicji, która przeprowadza bombardowania celów IS w Syrii i Iraku - to ostatnio bardziej koncentruje się na wojnie w Jemenie. - Nadszedł czas, by także Rosja stanęła po odpowiedniej stronie tego konfliktu - zaapelował.

 

W niedzielę republikańscy senatorowie John McCain i ubiegający się o nominację partii w wyborach prezydenckich Lindsey Graham, zaapelowali o wysłanie do Iraku i Syrii 10-20 tys. żołnierzy sił lądowych. Opcję tę jak dotychczas kategorycznie wyklucza prezydent Obama. 

 

PAP